Start Varia

Varia

„Zielony Kot” puszcza perskie oko

czyli wycinek z historii kabaretów zielonogórskich (fragment eseju „Zielonogórski siostrzeniec podkasanej Muzy”)

Pięćdziesięciotysięczny Kraków przełomu XIX i XX wieku miał swój słynny kabaret literacki „Zielony Balonik” i „Jamę Michalikową”, a w powojennej Zielonejgórze (tak pisano wówczas nazwę naszego miasta) narodził się literacki kabaret o tajemniczej nazwie „Zielony Kot”, zaś zielonogórska bohema odwiedzała tłumnie knajpkę „Polonia” przy ulicy Kopernika, popularnie zwaną „u Michalaka” (dla odróżnienia od tej drugiej „Polonii” mieszczącej się w Ratuszu, zwanej „u Zybury”). Właśnie w zielonogórskiej „Jamie Michalakowej” w niedzielne popołudnia organizowane były imprezy artystyczne, zwane „Podwieczorkami przy mikrofonie”.

Więcej…

 

Witraż na świat

Wystawa Elżbiety Altevogt w kożuchowskim Zamku

Pod koniec maja 2012 roku w zamku w Kożuchowie została otwarta ekspozycja witraży pt. Cztery żywioły w mieście... Karkonosze i Dolny Śląsk (w tym część regionu na południe od Zielonej Góry) od stuleci słyną z produkcji przepięknej porcelany oraz wyrobów szklanych. Województwo lubuskie nie stanowi tutaj wyjątku. Artystka Elżbieta Altevogt zdaje się kontynuować tę tradycję – od trzech lat realizuje swoją wielką pasję, tworząc witraże i szklane ozdoby. Ekonomistka i germanistka z zawodu, przyszła na świat w Zielonej Górze, jej miastem rodzinnym jest jednak Kożuchów. Malowniczo położona miejscowość, która pamięta średniowieczne czasy Konrada I Głogowskiego, epokę dynastii Kalckreuthów oraz niemiecko-polsko-żydowskiego filozofa Salomona Maimona.

Altevogt przyznaje się do fascynacji twórczością Józefa Mehoffera (artysta zaprojektował m.in. witraże Katedry św. Mikołaja w szwajcarskim Fryburgu) i Marca Chagalla. Sama maluje pastelami, tworzy motywy kwiatów, roślin i zwierząt, dekoruje szklane naczynia i lustra, rysuje portrety. Uwielbia technikę aux trois crayons, połączenie sangwiny (czerwonobrunatnego barwnika mineralnego, wł. sanguigna), białej kredy i węgla. Jako witrażystka Altevogt eksperymentuje w technice klasycznej oraz Tiffany‘ego. Ta druga umożliwia wytwarzanie przedmiotów trójwymiarowych, takich jak lampy oraz inne przedmioty użytkowe.

Pomysł na wystawę Cztery żywioły artystka zaczerpnęła – jak sama przyznaje – z Kosmosu. Z metafizycznie postrzeganego porządku rzeczy, emocji, dzięki którym chłonie świat. Cztery żywioły: woda, powietrze, ziemia i ogień zostały odzwierciedlone w pięciu organicznie i architektonicznie zaprojektowanych pracach; cała czwórka w perfekcyjny sposób koresponduje z plastycznie ukazanymi wizytówkami Kożuchowa: kościołem farnym, wieżą ciśnień, portalem pałacu Kalckreuthów, miejskimi murami oraz... betonowymi wiatrakami, które stały się kontrowersyjną cząstką miejskiego pejzażu (Wzgórz Dalkowskich i Gór Kocich). W ekspozycji pojawia się również niezwykły akcent ze Wschodu – czerwony, moskiewski Kreml, ponieważ – wedle koncepcji czterech żywiołów – płomienie symbolizują właśnie tę część świata. Poszczególne barwne szklane części tworzą kontrasty albo układają się miękko we wspólnej gamie kolorystycznej. Masywne budynki z cegieł unoszą się wbrew prawu grawitacji w egzosferze i zaczynają, wprawione w ruch przez pozytywne wibracje, tańczyć nad powierzchnią Ziemi. Dynamika i harmonia, subtelność i afirmacja życia – wszystko to zdaje się przemawiać do widza.

Wszystkie witraże kożuchowskiej artystki wykonane są techniką Tiffany’ego. Wymaga ona precyzji i delikatności, cierpliwości oraz specyficznego instrumentarium, w skład którego wchodzą między innymi noże do cięcia szkła, szczypce do jego obłamywania, szlifierki, chwytaki do szkła, lutownice. Po przycięciu i umyciu wszystkich szklanych części poszczególne kawałki owijane są miedzianą taśmą i następuje proces ich łączenia: za pomocą lutownicy części spajane są w całość stopem cyny z dodatkiem ołowiu.

Wystawa witraży była elementem obchodzonych przez miasto Dni Ziemi Kożuchowskiej. W wernisażu udział wzięli również przedstawiciele miasta partnerskiego Schwepnitz (powiat Budziszyn, Saksonia) zaproszeni na święto Kożuchowa. Ekspozycję zrealizowano dzięki uprzejmości dyrektora Kożuchowskiego Ośrodka Kultury i Sportu„Zamek“, pana Bogusława Flisa. Wystawa była czynna do 26 czerwca 2012 roku w sali nr 14.


Elżbieta Altevogt jest absolwentką Liceum Ekonomicznego w Zielonej Górze i filologii germańskiej na Uniwersytecie Zielonogórskim. W 2009 r. ukończyła kurs wykonywania witraży w technice Tiffany’ego w Poznaniu, a w 2011 r. – kurs zawodowy tworzenia i naprawy witraży w technice Tiffany’ego i klasycznej (w ołowiu) w Łodzi. Jej prace prezentowane były w 2010 r. na Wystawie Zbiorowej Artystów Niezależnych w Węgierskiej Górce (południe kraju). Artystka jest członkinią Stowarzyszenia Miłośników Witraży „Ars Vitrea Polonia“ z siedzibą w Krakowie.
Izabela Taraszczuk
 

O pewnym początku

Początkiem była kserokopia eseju O zegarze słonecznym. Została opatrzona odręcznie napisanym nazwiskiem: William Hazlitt. Otrzymałem ją kilka lat temu od sympatycznego kierowcy jeżdżącego wielkimi ciężarówkami po amerykańskich i kanadyjskich autostradach.

Zawodowi kierowcy, chyba nie tylko mi, nie kojarzą się z miłośnikami książek. A jeśli już, to z sensacyjnymi. Ale wiedziałem, że wspomniany kierowca preferuje pozycje filozoficzne, eseistyczne, także klasyczne powieści europejskie i amerykańskie. Kserokopię eseju Hazlitta, po powrocie do domu odłożyłem na półkę, obiecując sobie jego lekturę w niedalekiej, ale nie dającej się bliżej określić, przyszłości. Mijały tygodnie. Aż w końcu sięgnąłem po zachwalany tekst. W trakcie jego lektury przyszła mi na myśl następująca wypowiedź Williama Jamesa:

Więcej…

 

Święto literatury lubuskiej

Wawrzyny 2011 wręczone

Wawrzyny Lubuskie przyznawane za najlepszą książkę literacką oraz naukową roku to nagrody oczekiwane i pożądane, nadające prestiż w środowisku piszących. Jak większość konkursów przysparzają sporo kontrowersji dotyczących tak kryteriów dopuszczających książki do rywalizacji w konkursie, a później trafności wyboru laureatów, niemniej przyjmowane są z sympatią i nadzieją na rozwój talentów literackich i naukowych w regionie.

Lubuski Wawrzyn Literacki jest nagrodą dla autorów prozy i poezji wywodzących się lub mieszkających obecnie na Ziemi Lubuskiej, a także autorów, którzy w mijającym roku wydali książki w lubuskich oficynach. Wawrzyn Naukowy ma na celu promocję książek naukowych oraz popularnonaukowych o tematyce regionalnej, a także dotyczących Środkowego Nadodrza lub obecnych terenów województwa lubuskiego.

W tym roku główni organizatorzy konkursu (Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida w Zielonej Górze, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Z. Herberta w Gorzowie) otrzymali imponująco dużo książek, pretendujących do miana Wawrzynu Literackiego oraz całkiem sporo kwalifikujących się do nagrody Wawrzynu Naukowego. Tak więc jurorzy Lubuskich Wawrzynów podjęli się karkołomnego przedsięwzięcia wyboru spośród całorocznej produkcji wydawniczej tych najlepszych, najwartościowszych książek lubuskich. Ostatnio tego zadania podęli się: prof. UZ dr hab. Małgorzata Mikołajczak (przewodnicząca Jury), Sergiusz Sterna-Wachowiak (prezes SPP), Bohdan Zadura (redaktornaczelny „Twórczości”) jako arbitrzy XVIII edycji Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Natomiast w skład jury VII Lubuskiego Wawrzynu Naukowego weszli: prof. zw. dr hab. Wojciech Strzyżewski (przewodniczący Jury), prof. nadzw. dr hab. Elżbieta Skorupska–Raczyńska (PWSZ w Gorzowie Wlkp.), prof. zw. dr hab. inż. Marian Miłek (PWSZ w Sulechowie), prof. AWF dr hab. Tomasz Jurek (ZWKF w Gorzowie Wlkp.), dr Przemysław Bartkowiak (sekretarz Jury, WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze).

Zgodnie z procedurą regulaminową jurorzy otrzymali od sekretarzy komplety książek zakwalifikowanych do konkursu, spośród których przyznali nominacje do:

• Lubuskiego Wawrzynu Literackiego
– Beata Patrycja Klary, Zabawa w chowanego, „Zeszyty Poetyckie”, Gniezno 2011
– Andriej Kotin, Motyle w motelu, Pro Libris, Zielona Góra 2011
– Eugeniusz Kurzawa, Ćwiczenia z rozpaczy, [brak wydawcy] Wilkanowo 2011
– Czesław Markiewicz, 80. urodziny Marilyn Monroe, Wydawnictwo TAWA, Chełm 2011
– Henryk Urbanek, Iskierki, Drzewo Laurowe, Zielona Góra 2011
– Jerzy Beniamin Zimny, Rubinosa, Okolica Poetów, Poznań 2011

• do Lubuskiego Wawrzynu Naukowego:
– Dariusz Dolański, Zielonogórska droga do uniwersytetu. 10-lecie Uniwersytetu Zielonogórskiego, 46-lecie zielonogórskiego środowiska akademickiego, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2011
– Daniel Koteluk, W nowych realiach. Wieś zielonogórska w latach 1945–1956, „Eternum” Wydawnictwo z Pracownią Humanistyczną, Zielona Góra 2011
– Anitta Maksymowicz, Emigracja z pogranicza Brandenburgii, Śląska i Wielkopolski do Australii Południowej w latach 1838–1914, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2011
– Robert Skobelski, Ireneusz Wojewódzki, Z prądem i pod prąd. Historia zielonogórskiej Elektrociepłowni, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Elektrociepłownia „Zielona Góra” S.A., Zielona Góra 2011

Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w czwartek 23 lutego 2012 r. w siedzibie WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze w trakcie uroczystej gali konkursu. Decyzją Jury Lubuski Wawrzyn Literacki za 2011 rok przyznany został gorzowskiej poetce Beacie Patrycji Klary za tomik poetycki Zabawa w chowanego, zaś Daniel Koteluk otrzymał Lubuski Wawrzyn Naukowy za publikację naukową W nowych realiach. Wieś zielonogórska w latach 1945–1956. Oboje Laureaci otrzymali otrzymali srebrne pióra autorstwa artystki plastyka Anety Pabjańskiej- Moskwy oraz nagrody pieniężne.

Ponadto Jury LWL przyznało wyróżnienia w kategoriach:
– dyplom za całokształt twórczości, który otrzymał Andrzej K. Waśkiewicz,
– dyplom za debiut literacki, który trafił do Pauliny Korzeniewskiej za książkę Usta Vivien Leigh,
– dyplom za walory edytorskie książek poetyckich wydanych w 2011 roku w „Serii serdecznej” przyznano wydawnictwu Atelier RED FROG w Deszcznie.

Jury LWN postanowiło też przyznać dyplom za najlepszą książkę popularnonaukową pozycji Wiesława D. Łabęckiego i Stefana Pilaczyńskiego zatytułowaną Alfabet gubińskich ulic. Alphabet der Gubiner Straßen, wydanej przez Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Gubińskiej.

Licznie przybyli na uroczystość przedstawiciele władz samorządowych i miejskich, przedstawiciele lubuskiego środowiska naukowego i kulturalnego, a także miłośnicy literatury składali laureatom gratulacje i obdarzali kwiatami. Uroczystość w WiMBP im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze uświetnił spektakl Żegnaj Książę w wykonaniu aktorów gorzowskiego Teatru im. Juliusza Osterwy i w reżyserii Rafała Matusza. Patronat honorowy nad imprezą objęli Wojewoda Lubuski – Marcin Jabłoński, Marszałek Województwa Lubuskiego – Elżbieta Polak oraz Prezydent Miasta Zielona Góra – Janusz Kubicki, którzy byli także fundatorami nagród.
Ewa Mielczarek
 

Motyle w motelu i braterstwo słów

O debiucie poetyckim Andrieja Kotina

Najnowszą inicjatywą wydawniczą zielonogórskiego Pro Libris jest debiutancki tomik poezji młodego poety Andrieja Kotina. Tomik ten, pod tytułem Motyle w motelu, ukazał się w styczniu 2012 roku. Zawiera wiersze, a także niektóre teksty piosenek debiutanta.

Andriej Kotin urodził się w Moskwie w 1985 roku. Lata szkolne spędził między Berlinem a miejscem swojego urodzenia. W wieku 15 lat wraz z rodzicami osiadł na stałe w Polsce. Dwa lata mieszkał w Słupsku, a od 10 lat jest mieszkańcem Zielonej Góry. Tutaj też w roku 2008 ukończył studia magisterskie w Instytucie Filologii Germańskiej, a obecnie czeka na obronę przewodu doktorskiego dotyczącego narratologicznych aspektów postaci autsajdera literackiego w prozie niemieckiej i rosyjskiej.

Przygodę z poezją i twórczością rozpoczął bardzo wcześnie. Zainspirowany dziewiętnasto- i dwudziestowieczną poezją rosyjską pierwsze utwory pisze w okresie szkoły gimnazjalnej. Początkowo są to wiersze w jego ojczystym języku rosyjskim, ale też pojawiają się pierwsze kompozycje muzyczne w języku angielskim. Jak sam wyznaje, w języku polskim zaczął pisać niedawno. Ciężko nazwać Motyle w motelu debiutem Andrieja Kotina. Ma on bowiem za sobą liczne publikacje w przeróżnych czasopismach, almanachach, periodykach, zarówno niemiecko- jak i rosyjskojęzycznych. Jego opowiadania Papierosy dla Liliany oraz Babcia ukazały się w czasopismach „Fa-Art” i „Akant”, zaś najnowsze opowiadanie Krótki opis życia zostało przyjęte do druku przez rosyjsko-austriackie czasopismo „Wiedeń Literacki”. Młody poeta jako twórca muzyki do własnych tekstów, ma także znaczne osiągnięcia w konkursach piosenki, zarówno tych lokalnych, jak i ogólnopolskich.

Wydanie debiutanckiego tomiku Andrieja Kotina Motyle w motelu stało się możliwe dzięki wspólnej inicjatywie Lubuskiego Stowarzyszenia Miłośników Działań Kulturalnych „Debiut” oraz Biblioteki Norwida w Zielonej Górze. Nagrodą w organizowanym przez nich konkursie „Debiut Poetycki Pro Libris” było właśnie wydanie debiutanckiego tomiku poezji. Konkurs ten odbył się już po raz drugi. W pierwszej edycji laureatem został Jakub Rawski, który opublikował zbiór wierszy pod tytułem Pasaże. W drugiej, zeszłorocznej edycji konkursu, pierwsze miejsce przypadło właśnie Kotinowi.

Jak zauważył podczas spotkania promocyjnego w swoim krótkim przemówieniu dyrektor biblioteki, dr Andrzej Buck, wznowienie wydawania debiutów poetyckich przez oficynę Pro Libris jest przedsięwzięciem mającym na celu promowanie i wspieranie nowych twórców literatury lubuskiej. Przedsięwzięcie to ma także swoje wsparcie w osobie pani profesor Małgorzaty Mikołajczak z Uniwersytetu Zielonogórskiego, która jest kierownikiem Pracowni Badań nad Literaturą Regionalną. To właśnie profesor Mikołajczak poprowadziła rozmowę z autorem nowego tomu poetyckiego.

W wywiadzie z debiutantem poruszone zostały zagadnienia warsztatu poetyckiego, źródeł inspiracji, a także kwestia natchnienia i problematyka utworów młodego poety. Kotin wyznał, że najłatwiej pisze się mu piosenki. Wyznaje zasadę, że przychodzą one same do piszącego z jakiejś przestrzeni idealnej. Rolą piszącego jest więc wsłuchać się w siebie i przelać dźwięki oraz słowa na papier. Taką samą strategię twórczą autor stosuje do swoich wierszy, chociaż jak zauważa, stoją one na drugim stopniu trudności pisarskiej. Profesor Mikołajczak zwróciła uwagę słuchaczy, że w twórczości Andrieja Kotina ta koncepcja poety natchnionego (romantyczna), łączy się z afirmacją radości życia oraz pewną ironią w stosunku do świata, typową dla poetów modernistycznych.

Poruszono także kwestię płynności granicy pomiędzy pisaniem wierszy a piosenek. Jak napisałem już wcześniej, sam autor wyjawił, że najłatwiej pisać mu piosenki, trudniej wiersze, które mają według niego inną rytmikę – nie przychodzą razem z melodią. Nie ukrywa też swojej wielkiej fascynacji Bobem Dylanem i wpływu jego utworów na własną twórczość. Do inspiratorów słowno-muzycznych należą też Bułat Okudżawa i Włodzimierz Wysocki. Jedność słów i melodii zdają się także potwierdzać słowa samego Kotina. Mianowicie, że nigdy nie napisał muzyki do gotowych słów. Każda reguła ma jednak swój wyjątek i dla poety-muzyka był to jeden z sonetów Szekspira. Jak sam komentuje ze śmiechem: „No trudno! Zdarzyło się!".

Sam autor, chociaż przyznaje, że najbardziej cieszą go właśnie te natchnione i „szybkie” utwory, to jednak nie odrzuca pracy nad tekstem i nanoszenia w nim poprawek, ulepszeń. Wśród swoich „ojców chrzestnych” wymienia zarówno Szekspira, poetów rosyjskich, jak i Tuwima. Szczególnie u tego ostatniego dostrzega ekstatyczną płynność słów, co przywodzi mu na myśl nieodmiennie polskie krajobrazy, nawet jeżeli treść czytanego wiersza wychwala tłum, miasto czy maszynę. Chociaż nie odwołuje się wprost do żadnych idei funkcjonujących w literaturze, to jednak elementy składowe poszczególnych epok, które stały się siłą inspirującą, są w wierszach wyczuwalne.

Ciekawym poglądem Kotina jest to, że muzyka czy poezja tworzona przez poetę konkretnej narodowości i dorastającego w określonym krajobrazie, prawie zawsze wydobywa na wierzch stereotypowy model postrzegania i opisywania świata wokół siebie. Zagadnienie to bez wątpienia byłoby ciekawym obszarem badawczym nie tylko dla literaturoznawcy, ale też antropologa.

Rozważania tego typu doprowadziły w końcu do postawienia frapujących pytań o dialog z tradycją twórczości młodego poety. Jak wiemy nie istnieje pisanie ahistoryczne; twórczość zawsze jest dialogiem – z kim? przeciwko komu? i w końcu pod czyim wpływem? tworzy Andriej Kotin? Autor Motyli w motelu odpowiada z wielką prostotą: „z każdym, kto docenia czułość i namiętność, wolność i talent”. Nie odczuwa zaś potrzeby występowania poetycko przeciwko komukolwiek czy bardziej radykalnego buntu. Sugeruje jedynie swoim potencjalnym czytelnikom, że nie ma w nim zgody na obłudę i przeciętność.

Twórczość Kotina jest zresztą przesycona odwołaniami do wielu poetów i ich idei. Małgorzata Mikołajczak we wstępie pisze, iż zauważa w debiutanckich utworach swego rodzaju „ducha manifestu napędzanego siłą młodości”. Mimo pewnej naiwności, wynikającej z tej ostatniej, nie brakuje jednak w zbiorku i „wielkich tematów” – miłości, śmierci, pytań o sens istnienia. Tematy te same w sobie są traktowane poważnie przez autora, ale ich sztampowy sposób ukazywania w literaturze czy też toposy funkcjonujące w powszechnej świadomości traktuje z przymrużeniem oka. W pierwszych wierszach obecna jest ironia i „puszczenie oka” do czytelnika. Według mnie to jeden z największych atutów zbiorku.

Kolejnym walorem jest podejmowana niemalże w każdym utworze, od tytułu zresztą poczynając, gra słów. Poeta przyznaje, że odnajduje w niej autentyczną radość twórczą. Dostrzega tu, podobnie jak w rymach i następujących po sobie wersach, braterstwo słów. Podobnego terminu użył też jeden z mentorów poety – Maksymilian Wołoszyn. Momentami dostrzec można pewne potknięcia czy językową nieporadność, jednak są to drobne mankamenty, które zanikają pod kształtem całości.

Dodatkową atrakcją rozmowy był recital debiutanta, który zaprezentował publiczności kilka ze swoich piosenek. Były to: Ani tobie ani mnie, Kręcone włosy Dominiki, Mam czas, Rozmowa, Środki komunikacji, Wrota radości. Ich teksty także zostały zamieszczone w drugiej części tomiku. Kotinowi, grającemu na gitarze, akompaniowała na skrzypcach Katarzyna Pawłowicz. Duet stworzył niesamowity klimat, który w szczególny sposób korespondował z wcześniejszymi słowami poety na temat poezji Tuwima odnośnie wrażeń „ojczyźnianych”, jakie wywołuje jego poezja w czytelniku. W sali klubu Pro Libris dało się odczuć słowiańską tęsknotę i niezmierzoną przestrzeń rosyjskich stepów. Po burzliwych oklaskach, wykonano jeszcze jeden utwór (już spoza debiutanckiego zbioru), w którym autor przeprasza matkę i ojca, po czym „jedzie do Amsterdamu z piękną anarchistką”.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze na czysto osobistą refleksję nad odbiorem twórczości Andrieja Kotina i jego debiutanckiego tomu Motyle w motelu. Nie sposób nie zgodzić się ze słowami wstępu napisanego przez prof. Mikołajczak: „Utwory debiutującego poety to… wiersze- -motyle. Kolorowe i lekkie kołują, wabią swym motylim pięknem; ich taniec odrywa od rzeczywistości i każe wziąć w nawias szarą codzienność i prozę”. Kupiwszy książkę i od razu przeczytawszy większość wierszy, nasunęła mi się jedna, niezwykle pozytywna myśl. Debiutancki tom Kotina to, w moim odczuciu, zapis jego studenckiego życia i młodzieńczych doświadczeń tego okresu. Odnajdujemy w tych wierszach zarówno zauroczenie, szaloną miłość, seks, jak i poczucie rutyny – „od sesji do sesji” – zawarte w tytułowym wierszu. Często też autor posługuje się językiem potocznym, tak dobrze znanym z uniwersyteckich korytarzy i przerw między wykładami. Mamy więc „spoko”, „siema” i „odpowiedź jak w banku”. Może dlatego wiersze młodego debiutanta od pierwszego przeczytania zapadły mi w pamięć i nie miałem problemów z utożsamieniem się z treściami w nich zawartymi.

Pozostaje mi życzyć Andriejowi Kotinowi kolejnych, jeszcze lepszych, tomów poetyckich. Organizatorom konkursu „Debiut Poetycki Pro Libris” zaś kolejnych równie utalentowanych i dobrze rokujących poetów.
Maciej Lindmajer
 
Więcej artykułów…