Start Varia

Varia

Muzyka jako urzeczenie

Jest muzyka, której się słucha, by przeżywać.
Jest muzyka, której się słucha, by się zachwycać.
Jest muzyka, której się słucha, by poznawać.
I jest taka, której trzeba tylko słuchać.1


Muzyka i mit
Twierdzenie, że muzyka towarzyszyła ludziom od zawsze, jest truizmem, ale od tego można zacząć. A co łączy ją z mitem – szeroko rozumianym jako „opowieść” o stworzeniu świata i kosmosu, bogach i bohaterach, pierwszych ludziach; „archaiczny światopogląd”; „uniwersalna forma świadomości”? Przede wszystkim, że jest tą częś- cią ludzkiego doświadczenia, które może odnosić się do tego, co transcendentne. Karen Armstrong twierdzi, że: „Mitologia, podobnie jak poezja i muzyka, powinna otwierać nas na zachwycenie, nawet w obliczu śmierci i grozy zagłady” 2. Jak dowodzi badaczka, myślenie mityczne nigdy nie zanikło, zmieniały się jedynie mitologie, by wraz z rozwojem dziejów w nowych formach opowiadać ponadczasowe treści i – co potwierdzają badania antropologiczne – w skrajnie odmiennych kręgach cywilizacyjnych proponować podobne narracje, odnoszące się do najbardziej elementarnych lęków i pragnień człowieka. Zawężając zagadnienie do kręgu kultury śródziemnomorskiej – muzyka i tu odgrywała istotną rolę w obrzędach i religii, dlatego też jest w różnorodny sposób obecna w Biblii oraz mitach Greków i Rzymian. W Piśmie Świętym dotyczy przede wszystkim takich elementów, jak śpiew, psalmy, ekstaza i proroctwa oraz taniec, poza tym w Biblii pojawiają się liczne instrumenty muzyczne, świadczące o kulturze muzycznej Izraelitów3. Tradycja muzykujących aniołów też ma długą tradycję. Starotestamentowe anielskie istoty adorują Boga (mowa tu raczej o modlitwie i odgłosie trzepoczących skrzydeł); w Nowym Testamencie anioły wielbią Nowonarodzonego słowami „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14); głos anielskiej trąby ma poprzedzić Sąd Ostateczny i w końcu ostatnia wzmianka z Janowej Apokalipsy: muzyka aniołów rozlegnie się podczas Niebiańskiej Liturgii. Anielskie śpiewy pojawiają sięw późniejszych apokryfach, pismach ojców Kościoła oraz w wielu literackich i artystycznych wizjach Niebios.

Z kolei z mitologii Greków i Rzymian bodajże najbardziej znanymi są dwa mity muzyczne. Po pierwsze, dzieje Orfeusza, który siłą swego śpiewu sprawiał, że uspokajały się morza, a dzikie zwierzęta łagodniały. Jednakże po stracie ukochanej Eurydyki muzyka nie była w stanie ukoić bólu herosa, a i jemu nie udało się wyprowadzić ukochanej z krainy śmierci. Ta piękna historia doczekała się licznych artystycznych nawiązań i przekształceń, m.in. operowych. Temat cudownego śpiewaka i poety oraz uczucia skonfrontowanego ze śmiercią został odświeżony w rene- sansie i stał się popularny przede wszystkim w muzyce, co nie powinno dziwić. Dzieło nazywane „pierwszą operą” – Orfeusz, baśń muzyczna (L’Orfeo, fovola in musico, 1607) C. Monteverdiego dotyczyło tej właśnie postaci. W kolejnych stuleciach liczni kompozytorzy podjęli się swoich interpretacji mitu, powstały takie opery jak: Orpheus oder Die wunderbare Beständigkeit der Liebe G. Ph. Telemanna, Orfeo ed Euridice Ch. W. Glucka (1762), Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka J. Haydna (1791). Ponadto poemat symfoniczny Orfeo (1853–54) F. Liszta czy balet Orpheus (1948) I. Strawińskiego.

Wracając zaś do mitologii, drugi najbardziej znany mit muzyczny dotyczył Marsjasza – satyra z orszaku Dionizosa, który wyzwał na muzyczny pojedynek Apolla i przegrał, gdyż bóg zmienił zasady zawodów. Pojedynek Marsjasza z Apollem doczekał się wielu interpretacji, bo nie tylko o wyższość kitary nad aulosem tu chodzi. Według Platona aulusowa muzyka bez „logosu”, emocjonalna i histeryczna przegrywa z harmonijną i opanowaną muzyką Apolla. A na dowód, że boskie zwycięstwo można postawić pod znakiem zapytania – Apollo i Marsjasz Herberta. Ostatecznie to sztukę emocjonalną i autentyczną, reprezentowaną przez pokonanego Marsjasza, trzeba wywyższyć. Choć czy w ogóle można mówić tu o zwycięstwie i klęsce? Opera, w tym kontekście gatunek raczej „apolliński”, spod znaku racjonalnego logosu, może wskazywać na to, co „marsjaszowe”: pierwotne i emocjonalne.

Znakomicie ujął do Jean Starobinski, mówiąc w swoich Czarodziejkach o operze jako terytorium mitycznego doświadczenia. Chodzi o szczególnego rodzaju przeżycie, które może towarzyszyć recepcji muzyki, a zwłaszcza opery, będącej – równocześnie – dziełem scenicznym, muzycznym i wokalno–instrumentalnym. Dziełem na swój sposób totalnym.

Od syren do czarodziejek
Syreny – w greckiej mitologii półkobiety, półptaki były cudownymi kusicielkami. Swym głosem oczarowywały żeglarzy, a potem pożerały ich. Jednak dwaj herosi potrafili uniknąć tego końca. Podczas wyprawy Argonautów po złote runo Orfeusz uratował żeglarzy, zagłuszywszy zwodniczy syreni śpiew własną muzyką. Pieśń i gra na lirze boskiego śpiewaka były silniejsze niż czary. Ciekawszy jest przypadek Odysa, bo on wysłuchał pieśni syren. Dzięki przypisywanej Homerowi Odysei wiemy, o czym „pieszczącymi głosami” śpiewały morskie bóstwa:

– Zbliż się, chlubo Achiwów, Odysie z Itaki!
Zbliż się do lądu! Posłuchaj, jak śpiewamy cudnie!
Nikt tu jeszcze na czarnym lądzie nie przemknął się sudnie,
Żeby się nie zatrzymał na dźwięk naszych pieni;
Owszem, wszyscy śpiewaniem tym rozweseleni,
Oświeceni mądrością płyną sobie dalej.
Wiemy, co niegdyś Grecy, Trojanie doznali
Nieszczęść, z bogów naprawy, na Ilionu polach,
Wiemy o wszystkich ziemskich dolach i niedolach.4

Czyżby Syreny chciały wyśpiewać Iliadę? Nie tylko ich słodkopłynny głos jest kuszący, ale i treść jaką oferują: poznanie wszystkich dziejów. Odyseusz jest postacią mitologiczną, a zarazem toposem ludzkiego życia, które jest ciągłą wędrówką, a jeśli u jej kresu czeka dom i (nadal wierna) Penelopa, to lepszego rozwiązanie nie można sobie wyobrazić. Spośród wielu przygód, których doświadcza bohater w czasie dziesięcioletniego powrotu, spotkanie z Syrenami stało się jednym z wątków podejmowanych w sztuce kolejnych epok, bo i sama przygoda mówi o pewnej ludzkiej potrzebie oczarowania, a raczej: o kontrolowanym uleganiu pokusie.

Od syreny z obrazów A. Bocklina, rzeźby A. Rodina, nokturnu C. Debussy’ego poprzez herb Warszawy i Małą Syrenkę H. Ch. Andersena – rozciąga się różnorodne wykorzystanie motywu, niemniej ciekawsze jest to, co sprawiło, że pół-kobieca postać pociąga wyobraźnię twórców różnych epok. O to urzeczenie chodzi. Zresztą nie tylko syreny, ale i wszystkie rusałki, nimfy wodne i kusicielki, których pełna jest demonologia ludowa, oczarowują i sprowadzają na manowce.

Dziś przygoda z syrenami jest możliwa tam, gdzie czary legendarnej przeszłości przemieniają się w rzeczywiste oczarowanie, doświadczane „tu i teraz”, któremu ulegamy naprawdę, wiedząc, że to świat cudowności – czyli w operze. Mówił o tym Jean Starobinski: „Swoistość opery polega na tym, że proponuje nam ona cielesną obecność postaci, które mają przedstawiać losy już przesądzone. Dzięki ich fizycznej obecności to, co jest teraz, góruje nad tym, co było niegdyś, a odległa przeszłość przenika teraźniejszość. Najpiękniejsze przedstawienia operowe dają nam odczuć podwójną energię pamięci, która zachowuje, i wyobraźni, która stwarza”5.

Opera – twór sztuczny – wskrzesza antyczne przymierze słowa i muzyki. Jak gatunek muzyczny nie powstała spontanicznie. W drugiej połowie XVI wieku członkowie Cameraty Florenckiej chcieli przywrócić sztuce dramatycznej wielkość starożytnej tragedii, i tym powrotem stał się styl sztuczny, a muzyczną recytację uznano za „najdoskonalszy środek dramatycznego wyrazu”6. Od początku tematyka mitologiczna, wątki biblijne, epopeiczne, historyczne i rycerskie były często wykorzystywane w operze. „Opera – pisze Starobinski – odkryła nowego rodzaju przyjemność w tym zgodnym połączeniu wyobraźni i konkretu, przypomnianej legendy i zmysłowej bliskości”7. Oczywiście już pierwsze opery aluzyjnie nawiązywały do czasów sobie współczesnych, a na widowni czy w kuluarach załatwiano rozmaite sprawy: polityczne, ambicjonalne czy uczuciowe – mniejsza o to. Ważniejsza jest ta prawda emocji kryjąca się w związku między tym, co dawniej, a tym, co teraz – w owym połączeniu kryje się ponadczasowość i uniwersalność.

Biała magia widowiska
„Słowo: przyporządkowane rzeczy. Dźwięk: swawolnik, posłaniec krnąbrny, chimeryczny. Słowo stąpa po ziemi. Dźwięk niczym mgiełka gotów zdać się na kaprysy wiatru. Jest w stanie słowo »świat« ogarnąć ogrom wszechistnienia. Cóż może unieść mgiełka wysnuta z piszczałek bądź strun?” 8 – pyta Piotr Wierzbicki i udziela tajemniczej odpowiedzi: dźwięk–mgiełka wskazuje na coś, co mgłą jest spowite; na coś najdalszego i najgłębiej zanurzonego w minionym. „Do wrót puka niepojęte: istnienie, jego początek, jego sens” 9. W ten sposób można też wyrazić sens baśni mimicznej Bolesława Leśmiana zatytułowanej Skrzypek Opętany. Baśń wyrażona słowem (na poziomie tekstu) opowiada o czymś, czego wyrazić się nie da (na poziomie problematyki). Ot, paradoks. Leśmianowska „pieśń bez słów”, która odnosi się do refleksji filozoficznej zawartej w szkicach literackich poety (m.in. w Przemianach rzeczywistości autor pytał „Czym jest ów ton? Czym owa pieśń bez słów?”10), ma kilka egzemplifikacji w jego twórczości, która nie daje jasnej odpowiedzi, tylko mnoży pytania i wątpliwości: wiersz Słowa do pieśni bez słów – wyraz metafizycznego niepokoju; balladowy Matysek, który na skrzypcach z jedliny umie wygrać „płacz zmarłej dziewczyny” (Matysek); obłędna gra dębowego upiora, wzruszająca samego Boga (Dąb); a przede wszystkim Urgela – cudowna postać z Przygód Sindbada Żeglarza symbolizująca muzykę, sztukę, piękno i niewyrażalne. A tak swój status ontologiczny wyjaśnia sama bohaterka: „Nie jestem. Nie ma mię wcale. Nie istnieję. Nie umiem istnieć. Umiem tylko śnić się tym, którzy są snu spragnieni. […] A lutnia moja jest dziwna: dość pieśnią wzruszyć jej struny, aby żarzyły się blaskiem rozmaitym, który wszelkie mroki rozwidnia”11. Gra Urgeli to muzyka, której trzeba tylko słuchać. Biała magia dźwięków, które urzekają. Nic więcej. Motyw baśniowej lutnistki został pięknie rozwinięty właśnie we wspomnianym Skrzypku Opętanym, bowiem Rusałka Leśna, której pieśń silniejsza jest od śmierci, wskazuje na transcendencję. Tak więc zachwyt i oczarowanie to nie tylko emocje wpisane w sferę odbioru fascynującej twórczości Leśmiana, lecz przede wszystkim kategorie, które – podejrzewam – ją poprzedziły. W elementach wskazujących na muzykę (czy to w warstwie środków artystycznych, czy też samej treści) poeta wkracza w obszar doświadczenia mitycznego. W ten sposób w twórczości poetyckiej dokonuje się przymierze słowa i muzyki.

Jeszcze inny rodzaj przeżycia estetycznego oferuje opera, ona bowiem jest w stanie zaangażować większą liczbę zmysłów. XVII–wieczny eseista francuski, Jean de La Bruyère, pisząc o operze, twierdził, że „Istotą tego typu widowiska jest to, iż powinno w równym stopniu zachwycać umysł, oczy i uszy” 12. W tych zdaniu, będącym quasi-definicją opery, ważne i trafne jest wszystko. Opera jest widowiskiem, czyli sztuką dziejącą się przed publicznością. Opera ma zachwycać, czyli wprawiać w urzeczenie, zawłaszczać uwagę dzięki swojej niezwykłości. Opera równocześnie angażuje rozum i zmysły – tu tkwi istota jej totalności i to ją zbliża do sfery mythos. Manfred Lurker, badacz symboli w mitach, kulturach i religiach pisał: „Obraz, słowo i dźwięk odsyłają poza siebie”13. W każdym z nich może kryć się treść symboliczna wskazująca na pierwotniejszy od siebie archetyp, cóż dopiero mówić o zawłaszczeniu przez dzieło sztuki tych wszystkich władz umysłowych i zmysłowych. Recepcja dzieła sztuki może mieć w sobie dużo z postrzegania świata przez dziecko albo człowieka pierwotnego, chodzi o to doświadczanie bezpośrednie, o którym z tęsknotą mówił Leśmian14 . Słusznie więc Starobinski nazywa operę terenem, w którym można doświadczyć mitu. W tym gatunku łączy się nowa forma z obrzędowością („Obrzęd to powtarzanie akcji, która wydarzyła się w zamierzchłej przeszłości” 15).

Po wyjściu z sali…
Parafrazując znany wiersz Szymborskiej: niektórzy lubią operę, niektórzy – czyli nie wszyscy. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do polubienia tego gatunku. Niemniej pełne widownie świadczą, że tym niektórym opera jest do czegoś potrzebna. I niektórym z niektórych może dać przeżycie podobne do tego, jakie było oferowane uczestnikowi antycznej tragedii. Katharsis jest możliwe. Kilkugodzinne zawłaszczenie przez muzyczno–wizualne widowisko nie rozwiąże spraw codziennych, ale może dać to wyjątkowe oczyszczenie, o którym mówił Arystoteles w Poetyce.

I jeszcze dygresja filmowa: Sala samobójców – film w reżyserii Jana Komasy, szeroko komentowany w 2011 roku. Tak zwana dobra rodzina, chowany pod kloszem Dominik, studniówka, zbliżająca się matura – etap przełomowy w życiu, za chwilę zaczną się poważne wybory, decyzje… A jednak wcale nie dochodzi do wejścia w dorosłość, nagle wydarza się coś, z czym Dominik nie jest sobie w stanie sam poradzić, w konsekwencji nie chce rzeczywistości, wciąga go świat wirtualny. Jedna z pierwszych scen filmu dzieje się w operze, miejscem ostatniej – gdy już zdarzyło się nieodwracalne i rodzice głównego bohatera muszą się z tym uporać – również jest opera. Poza złożoną i niezwykle aktualną problematyką filmu, dla mnie też ta kompozycyjna klamra jest wymowna. Wirtualne życie może zawłaszczyć to rzeczywiste, ale czas sztuki jest czasem mythos, a to, co oferuje opera, nigdy nie zastąpi realności, jedynie da od niej odetchnienie. Dlatego też, bez względu na własne, indywidualne przeżycia można oczekiwać od opery tego samego, co być może bohaterowie Sali samobójców: chwilowego oczarowania.

***
Karol Swann – jeden z bohaterów dzieła Prousta W Poszukiwaniu straconego czasu miał swoją ulubioną sonatę, która przy nielicznych możliwościach wysłuchania wyzwalała w nim moc przeżyć, urastając wręcz do symbolu miłości, jaką żywił do Odety. Może gdyby Swann mógł wysłuchiwać tej sonaty wielokroć, w końcu znudziłaby mu się jak radiowy hit lata. Możliwości techniczne dały nam niebywałą jeszcze sto lat temu możliwość wielokrotnego wysłuchiwania swojej ulubionej muzyki, nie na żywo. Czy muzyka dziś nadal ma związek z mitem? Myślę, że tak, choć można by raczej mówić o micie zdegradowanym, czyli pozbawionym swojej pierwotnej, sakralnej funkcji. Odbiór muzyki to kwestia bardzo indywidualna, realizująca rozmaite ludzkie potrzeby, ale jeśli recepcja wiąże się z oczarowaniem, to muzyka – posługując się słowami E. T. A. Hoffmanna „pozwala człowiekowi odgadnąć jego wyższą zasadę, wprowadza go z niedorzecznej krzątaniny powszedniego życia, wprowadza do świątyni Izydy, gdzie Natura rozmawia z nim świętym, nigdy niesłyszanym, a mimo to zrozumiałym językiem” 16. Takie urzeczenie to czyste katharsis.
Joanna Wawryk

  1 P. Wierzbicki, Muzykalny kosmos, Warszawa 2010, s. 63.
  2
K. Armstrong, Krótka historia mitu, tłum. I. Kania, Kraków 2005, s. 11.
  3   Wszystkie   te   elementy   opisał   Robert   Rachuta   w   pracy   doktorskiej   Muzyka   w   Biblii.   Dostęp:   https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/1348/1/Praca%20doktorska%20Robert%20Rachuta.pdf [odczyt 12.12.2011].
  Homer, Odyseja, tłum. L. Siemieński, wstęp Z. Abramowiczówna, oprac. J. Łanowski, Wrocław 1992, s. 244.
  J. Starobinski, Czarodziejki, tłum. M. Ochab, T. Swoboda, Gdańsk 2011, s. 13.
6   E. Łetowska, Przedmowa, [do:] P. Kamiński, Tysiąc i jedna opera, Kraków 2008, s. 8.
J. Starobinski, dz. cyt., s. 15.
8  P. Wierzbicki, dz. cyt., s. 289.
9  Tamże, s. 290.
10  B. Leśmian, Utwory rozproszone. Listy, oprac. J. Trznadel, Warszawa 1962, s. 184.
11 Tenże, Przygody Sindbada Żeglarza, Poznań 2002, s. 149.
12  Cyt. za: J. Starobinski, dz. cyt., s. 16.
13  M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Kraków 2004, s. 92.
14 Leśmian mówił o bezpośrednim postrzeganiu, pozbawionym przepaści między wolą o czynem: „On – ów człowiek pierwotny dążył do tego, ażeby obrazy, które widział, stały się jego myślami. My zaś przeciwnie – staramy się o to, ażeby myśli nasze stały się obrazami… My – obrazujemy myśli. On przemyśliwał obrazy” (Szkice literackie, oprac. J. Trznadel, Warszawa 1959, s. 47).
15   J. Starobinski, dz. cyt., s. 18.
16  Cyt. za: J. Starobinski, dz. cyt., s. 33.
 

Londyńskie święto sztuki

PoEzja OCALA – takie było hasło imprezy artystycznej, która odbyła się w Londynie w weekend z 31 marca na 1 kwietnia. W stolicy Wielkiej Brytanii spotkali się ludzie sztuki z dziesięciu krajów. Podczas konferencji, zatytułowanej „Rola poezji we współczesnym świecie”, dyskutowali o miejscu sztuki w naszym życiu.

Artyści (poeci, muzycy, a także malarze i fotograficy) mieli okazję zaprezentować swoją sztukę przed szeroką publicznością. Większość z nich już wcześniej dała się poznać w Londynie. Jednak i debiutanci otrzymali szansę na przedstawienie swoich prac.

Głównym organizatorem imprezy była grupa artystyczna PoEzja Londyn. PoEzja OCALA stała się oficjalną prapremierą polskiej edycji Światowego Dnia Poezji, pod patronatem UNESCO. Wydarzenie to szczyci się już dwunastoletnią tradycją. Jego główne obchody mają miejsce dwudziestego pierwszego marca w Paryżu. W większości krajów pierwszy dzień wiosny również jest świętem poezji. Choć zdarzają się wyjątki. Między innymi w Polsce, gdzie Światowy Dzień Poezji odbywa się w kwietniu.

PoEzja Londyn zorganizowała londyńską prapremierę już po raz drugi. W 2011 roku odbyła się ona w lutym. W wypełnionym po brzegi POSKowym Jazz Clubie zaprezentowano wtedy ponad dwudziestu artystów. Zarówno poetów, jak i muzyków, wywodzących się głównie z brytyjskiego środowiska polonijnego. W bieżącym roku było to dużo większe wydarzenie, trwające dwa dni. Miało również o wiele bardziej międzynarodowy charakter, niż ubiegłoroczna impreza. W sobotę, trzydziestego pierwszego marca, miłośnicy sztuki spotkali się w polskim kościele na Devonii, w londyńskim Islington. Oprócz konferencji „Rola poezji we współczesnym świecie” oraz przedstawienia poetów (na liście znalazło się około ponad dwadzieścia pięć nazwisk) oraz muzyków – solistów i zespołów – miało miejsce spotkanie z Krzysztofem Zanussim. Na przykładzie fragmentów swoich obrazów, reżyser przedstawił przestrzeń, jaką szeroko rozumiana poetyckość zajmuje w jego filmach. Po zakończeniu prezentacji Krzysztof Zanussi brał udział w dyskusji z przedstawicielami publiczności i odpowiadał na pytania padające z sali.

Podczas oficjalnego otwarcia imprezy nastąpiło wręczenie nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dyplom „Za szczególne zasługi w popularyzowaniu literatury i kultury polskiej na ternie Wielkiej Brytanii” otrzymał Adam Siemieńczyk, założyciel i lider PoEzji Londyn. Nagrodę wręczał przybyły z Warszawy Aleksander Nawrocki, poeta, wydawca magazynu literackiego „Poezja Dzisiaj” oraz organizator obchodów Światowego Dnia Poezji w Polsce. Kolejnym wyróżnieniem otrzymanym przez Siemieńczykaa była Nagroda Światowego Dnia Poezji (Award World Poetry Day UNESCO 2012). Składa się na nią między innymi druk tomu poetyckiego po polsku i angielsku.

Z kolei w niedzielę, pierwszego kwietnia, w galerii znajdującej się w Greenwich Market miał miejsce wernisaż wystawy Emanacje. Swoje prace wystawiali fotograficy i malarze z kilku krajów. Również i tutaj nie obyło się bez nagród. W imieniu Słowiańskiej Akademii Literatury i Sztuki przybyła z Bułgarii założycielka i prezes Akademii, poetka Ełka Niagołova, wręczyła Adamowi Siemieńczykowi legitymację członkowską.

Oceniając zakończoną imprezę, można śmiało powiedzieć, że poezja faktycznie ocala. Wydarzenia ubiegłego weekendu pokazały wyraźnie, że „polski Londyn” ma się dobrze. Co więcej – w ciągu kilku lat, jakie minęły od wejścia Polski do UE i przybyciem do Wielkiej Brytanii wielu nowych artystów i ludzi sztuki – życie polonijne ponownie nabrało rozpędu. Po nieco chudszych latach sprzed naszej akcesji, znów zaczynamy być zauważani jako silna grupa. Zarówno w samej Anglii, jak i w Polsce. A także – w coraz większej mierze – w krajach, w których o istnieniu polskiej diaspory w UK do tej pory niewiele się mówiło. Między inny- mi za sprawą PoEzji Londyn polscy twórcy mają szansę szerzej zaistnieć w europejskim kręgu artystycznym.

Poniżej prezentuję listę gości zaproszonych do wzięcia udziału w PoEzja OCALA:
Zagranica
• Ełka Niagołova (Bułgaria), poetka, prezes Międzynarodowej Akademii Literatury i Sztuki Słowiańskiej
• Liubica Raichici (Rumunia), poetka, organiza- torka Festiwali Poezji Europejskiej
• Gizella Czisztay (Węgry), pisarka, laureatka Nagrody „Poezji dzisiaj” za przekłady z literatury polskiej
• Henryk Stefan Zajonz (Niemcy), poeta, fotograf, tłumacz, autor kilkuset tekstów o sztuce
• Tomasz Wybranowski (Irlandia), poeta, dzien- nikarz.
Do Londynu przybyli także zaproszeni twórcy z Polski:
• Aleksander Nawrocki poeta, redaktor „Poezji dzisiaj”, tłumacz, autor „Poezja polska – antologia tysiąclecia”
• Barbara Jurkowska (Polska), poetka, laureatka Nagrody Prezesa Polskiej Akademii Nauk
• Barbara Gruszka-Zych (Polska), poetka, dziennikarka
• Karol Samsel (Polska), poeta, krytyk literacki.
Gościem specjalnym był Krzysztof Zanussi.

Poeci biorący udział w PoEzja OCALA:
Adam Siemieńczyk, Alex Sławiński, Anna Maria Mickiewicz, Artur Tomaszewski, Bożena Mazur- Nowak, Joanna Szlagor, Łukasz Olszewski, Maria Jastrzębska, Marta Brassart, Norbert Durał, Jacek Wąsowicz, Jerzy Niemyjski, Grzegorz Spis, Wojciech J. Pawłowski, Tomasz Wybranowski, Paulina Krzyżaniak, Tomasz Michał Wieliczko, Marcin Łuczak Czarny, Piotr Kasjas, Grażyna Winniczuk, Kasia Pętkowska, Marlena Weber, Barbara Molska i inni.
Muzycy:
Monika Lidke, Maria Kudełka, Sabio Janiak, Jacek Osior, Marzena Rychlik, Anna Maria Hyży, Włodek Fenrych i inni.
Alex Sławiński
 

Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego. 15 lat istnienia/ Das 15. Jahre Bestehen des Zentrums für die deutsche Sprache und Kultur an der Universität in Zielona Góra

Koncepcja utworzenia Centrum Kultury i Języka Niemieckiego w ramach zielonogórskiej uczelni zrodziła się w 1992 roku w ówczesnej Wyższej Szkole Inżynierskiej w Zielonej Górze. W związku ze zmianami, jakie zaszły w Polsce, Centrum miało stać się ośrodkiem promocji kultury i języka niemieckiego na obszarze polskiego pogranicza z Niemcami. Działania Centrum ukierunkowane zostały na budowanie porozumienia polsko-niemieckiego w myśl zawartych w latach 1990-91 traktatów o potwierdzeniu istniejącej między RFN a RP granicy oraz dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Traktaty te, a także późniejsza umowa kulturalna z 1997 roku między RFN i RP stały się podstawą działań Centrum.

Władze ówczesnej zielonogórskiej WSI, chcąc dostosować obiekt (przeznaczony pierwotnie dla uczelnianego Studium Wojskowego) do wymagań w pełni cywilnych i akademickich, wystąpiły o dofinansowanie prac przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. Fundacja sfinansowała prace adaptacyjno-remontowe i Centrum zyskało w ten sposób swoją siedzibę przy ul. Szafrana 19 (teren obecnego kampusu A Uniwersytetu Zielonogórskiego).

Formalnie, obecne CKiJN UZ jako uczelniana jednostka międzywydziałowa, zaczęło funkcjonować dopiero w 1997 r. w strukturze organizacyjnej ówczesnej Politechniki Zielonogórskiej (PZ). Od początku istnienia CKiJN współpracowało ze Studium Języków Obcych PZ i ze Studium Języków Obcych ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej WSP. Z ogromnym zaangażowaniem współpracę z Centrum podjęły dwie lektorki ze Studium Nauki Języków Obcych Politechniki: Gudrun Lintzel i Danuta Chlebicz.

Centrum nawiązało także kontakt z polsko-niemieckimi gimnazjami pogranicza, przedszkolami, szkołami średnimi, Urzędem Miejskim w Zielonej Górze, ze studenckim Radiem Index, z Wojewódzką i Miejską Biblioteką Publiczną im. C. Norwida, z Muzeum Ziemi Lubuskiej, z Collegium Polonicum w Słubicach (CP), Europejskim Uniwersytetem Viadrina (EUV) we Frankfurcie nad Odrą.

Znaczącym osiągnięciem Centrum było przeprowadzanie corocznych polsko-niemieckich konkursów Żywego Słowa (2000-2009) dla uczniów uczących się języka polskiego w polsko-niemieckich gimnazjach w Neuzelle, Guben, Frankfurcie nad Odrą oraz w Cottbus i dla uczniów zielonogórskich szkół średnich uczących się języka niemieckiego. Laureaci tych konkursów spotykali się przez dziesięć lat na obozach jeździeckich w uczelnianym ośrodku Raculka koło Zielonej Góry w ramach tzw. Spotkań na Dwa Języki (Begegnungen in zwei Sprachen).

Dla studentów uczących się języka w systemie lektoratów organizowane były corocznie – od początku istnienia CKiJN – konkursy Finde Dich in deinem Deutsch zurecht (Odnajdź się w przedstawionej sytuacji). Dzięki kontaktom Centrum z Eckerhardtem Gärtnerem, honorowym obywatelem miasta Zielona Góra, wielkim orędownikiem polsko-niemieckiego porozumienia, studenci, którzy zajęli pierwsze miejsca w konkursach, wyjeżdżali w nagrodę na tygodniowe pobyty do Niemiec (1998 i 1999).

Dzięki kontaktom CKiJN cztery studentki z kierunku Ochrony Środowiska mogły odbyć praktykę za zachodnią granicą Polski, tj. w Cottbus, w 2001 r. Przedstawicielka Centrum uczestniczyła w latach 1997-2007 w wielu konferencjach na temat polsko-niemieckiego szkolnictwa na pograniczu w Guben, Cottbus, Frankfurcie nad Odrą, Neuzelle, a także w spotkaniach poświęconych współpracy transgranicznej w Schwedt, Loknitz, Seelow, Peitz i we Frankfurcie nad Odrą.

W latach 1998-2001 Centrum organizowało przy pomocy Gudrun Lintzel, lektorki zatrudnionej w Studium Nauki Języków Politechniki, kursy przygotowawcze do uzyskania certyfikatów potwierdzających znajomość języka niemieckiego studentów (ZD, DfdB i ZMP). Od początku istnienia CKiJN stałym współpracownikiem Centrum pozostaje starszy wykładowca języka niemieckiego UZ mgr Danuta Chlebicz.

W 1999 roku, obchodzonym jako Rok J. W. Goethego, Centrum zorganizowało wraz z Instytutem Germanistyki ówczesnej Wyższej Szkoły Peda- gogicznej Dni Goethego. W ramach obchodów zorganizowano wystawę oraz koncerty z udziałem słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku, studentów oraz młodzieży szkolnej.

Jedną z pierwszych akcji skierowanych do mieszkańców miasta w roku 1998 były Dni Filmu Niemieckiego zorganizowane w kinie Newa. Działania te były kontynuowane pod hasłem Tydzień Filmu Niemieckiego i zaangażowano w nie zielonogórskie szkoły średnie w 2001 r. Podobnie w 2001 roku zorganizowano międzynarodową konferencję na temat Jak sobie radzimy ze stereotypami i uprzedzeniami, w której wzięło udział około 30 nauczycieli języka niemieckiego i historii ze szkół Zielonej Góry i z Brandenburgii.

Na przestrzeni lat 1997-2005 pracownik Centrum informował w cotygodniowych audycjach studenckiego Radia Index o pracach Centrum i o wydarzeniach kulturalnych odbywających się na pograniczu. W roku 2000 przedstawicielka CKiJN poprowadziła w ramach uczelnianego sympozjum Nauka–Badania–Kształcenie dyskusję panelową na temat polsko-niemieckich szkół pogranicza. W konferencji wziął udział dr Hans Golombek z DAAD oraz przedstawiciele szkół z Polski i Niemiec.

W latach 2000-2002, dzięki współpracy Centrum ze Stiftung für politische und christliche Jugendbildung, nauczyciele języka niemieckiego ze szkół średnich w ilości pięciu osób wzięli udział w szkoleniu w Strausbergu koło Berlina. Także młodzież ze szkół średnich Zielonej Góry miała możliwość wzięcia udziału w szkoleniu liderów zarówno w Niemczech (Stralsund 2001), jak i w Polsce ( Zielona Góra 2002).

Rok 2001 ogłoszony przez UE Rokiem Języków obfitował szeregiem seminariów na temat nauki języka niemieckiego. A w roku akademickim 2002/2003 miały miejsce nieodpłatne konwersatoria z języka niemieckiego dla studentów pragnących rozwinąć swoje umiejętności językowe.

Na prośbę nauczycielki prowadzącej kurs języka polskiego dla pracowników urzędu miasta Cottbus w latach 2004 i 2005 Centrum zorganizowało weekendowy program kulturalno-językowy.

W 2007 Centrum pilotowało projekt Wegstrecke/Odcinek dwudziestu studentów Wydziału Artystycznego UZ i Wydziału Wzornictwa BTU Cottbus. Powstały projekty mające za zadanie wypełnienie przestrzeni między partnerskimi miastami Cottbus i Zieloną Górą. Projekty pokazano na wystawach w Zielonej Górze, Gubinie i w Cottbus.
Ponadto Centrum od początku istnienia gromadzi różnorodne materiały, takie jak książki, czasopisma, katalogi, plakaty, wycinki prasowe i filmy na temat polsko-niemieckiego porozumienia i współpracy.

Najnowszą inicjatywą CKiJN są organizowane od 2003 roku Dni Niemieckie. Jest to coroczna impreza organizowana pod patronatem rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego z udziałem dzieci, młodzieży szkolnej i studentów. Z tej okazji odbywają się koncerty, warsztaty teatralne, konkursy, spotkania, dyskusje, wystawy, seminaria itp. Imprezy te odbywają się na terenie obu kampusów uczelni oraz w WiMBP im. C. Norwida.

Od roku 2009, z inicjatywy Centrum i Prezesa Euroregionu Sprewa–Nysa–Bóbr Czesława Fiedorowicz, funkcjonuje w naszym mieście Polsko- -Niemiecki Klub Dyskusyjny.

Centrum pomogło zainicjować w 2010 roku współpracę Teatru Lubuskiego z Gerhard Hauptmann-Theater w Zittau/Görlitz i Staatstheater Cottbus.

Władze miasta Zielona Góra i województwa lubuskiego doceniły wkład Centrum Kultury i Języka Niemieckiego UZ w budowaniu pomostów kulturalnych między Polakami i Niemcami, przyznając autorce niniejszego tekstu nagrodę kulturalną miasta Zielona Góra w 2006 oraz Lubuski Laur Oświaty Województwa Lubuskiego w 2010.
Barbara Krzeszewska–Zmyślony


Das Konzept der Entstehung des Zentrums für die deutsche Sprache und Kultur (CKiJN) an der heutigen Universität in Zielona Góra geht an das Jahr 1992 zurück. Die Idee des Zentrums ist an der damaligen Ingenieurhochschule – heute, (seit 2001) Universität entstanden.

Förderung der deutschen Sprache und Kultur gehörten zu den Grundaufgaben des Zentrums. Die Änderungen, die u.a. in dem polnischen Bildungssystem stattgefunden haben, sollten diese Aufgabe erleichtern.

Die Aktivitäten, die sich das Zentrum (CKiJN) als Ziel gesetzt hatte, sollten den Bau der deutsch- polnischen Verständigung und Zusammenarbeit stimulieren.

Die deutsch-polnischen Verträge 1990/91 über die Bestätigung der zwischen den beiden Staaten bestehenden Grenze und über die deutsch-polnische gute Nachbarschaft und Zusammenarbeit bildeten die Grundlage der Arbeitsordnung des Zentrums. Der deutsch–polnische Kulturvertrag vom Jahr1997 bestätigte das Vorhaben.

Das Gebäude, in dem das Zentrum (CKiJN) entstanden ist sollte zuerst als Gebäude für Militärstudium für Studenten genutzt werden. Um den Umbau und die Kosten zu finanzieren, hat sich der Rektor der Ingenieurhochschule für die Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit gewendet. Der Antrag wurde akzeptiert, und das Zentrum hat sein Zuhause, gemeinsam mit der Fremdspracheabteilung in der Szafrana – Str. 19 gefunden (Campus A der heutigen Universität).

Die aktive Arbeit des Zentrums (CKiJN), das als eine Sondereinrichtung des damaligen Polytechnikums ins Leben berufen wurde, begann jedoch erst im Jahre 1997. Von Anfang an arbeitete das Zentrum mit der Fremdsprachenabteilung des Polytechnikums (PZ) und der Pädagogische Hochschule (WSP) zusammen. Zwei Deutschlektorinnen des Polytechnikums Gudrun Lintzel und Danuta Chlebicz haben sich bei den Arbeiten des Zentrums besonders verdient gemacht.

Seit dieser Zeit findet auch die Zusammenarbeitet mit den deutsch–polnischen Gymnasien der Grenzregion, mit den Kindergärten, Grundschulen, Mittelschulen, und mit der Stadtverwaltung der Stadt Zielona Góra, mit der Woiwodschaft und Öffentlicher Stadtbibliothek namens C. Norwid (WiMBP) in Zielona Góra, mit dem Museum Ziemi Lubuskiej, mit CP in Słubice, EUV in Frankfurt/O statt.

In den Jahren 2000-2009 wurde vom Zentrum (CKiJN) der deutsch-polnische Sprachwettbewerb des „Lebendigen Wortes“ für die deutschen Schüler, die in Neuzelle, Guben, Cottbus, Frankfurt/O Polnisch lernen, und für die polnischen Schüler, die Deutsch in Zielona Góra (Lyzeen) ler- nen organisiert. Die Besten dieser Wettbewerbe trafen sich zehn Jahre lang in dem Reitzentrum (neben Zielona Góra) „Raculka“ der Universität zu einem Fremdsprachenlager Spotkania na dwa Języki – Begegnungen in zwei Sprachen zusammen. Für die Studenten, die an der Universität den Deutschunterricht im Lektorat genießen hatten, fand jährlich der Sprachwettbewerb nach dem Motto „Finde Dich in deinem Deutsch zurecht“ statt.

Dank den Kontakten des Zentrums konnten im Jahre 2001 vier Studentinnen der Fachrichtung Umweltschutz ein Praktikum in Deutschland (Cottbus )absolvieren.

Die Leiterin des Zentrums nahm in den Jahren 1997-2002 an den Konferenzen zum Thema „Deutsch-polnische Gymnasien in der Grenzregion“ in Guben, Cottbus, Frankfurt/O, und Neuzelle teil. Dazu kam noch die Teilnahme an weiteren Seminaren über die grenzüberschreitende Zusammenarbeit in Schwedt, Loknitz, Sellow und Peitz.

In den Jahren 1998-2001 wurden mit Hilfe von Gudrun Lintzel und Danuta Chlebicz für die Studenten die Sprachkurse Deutsch zum Zertifikat (ZD, DfdB und ZMP) organisiert. Das Zentrum veranstaltete auch in den Jahren 1998-2002 Seminare für Deutschlehrer.

Aus der Initiative des Zentrums wurde auch in Zielona Góra das Jahr 1999 als „Goethe Jahr“ gefeiert. Es gab Ausstellungen und Konzerte mit und für Schüler und Studenten der beiden Hochschulen und der Universität der III. Generation.

Eine der ersten Aktivitäten des Zentrums waren die Tage der deutschen Filme im Kino „Newa“ (1998). Diese Aktion wurde noch im Jahre 2001 als „Woche des deutschen Films“ den Mittelschulen der Stadt Zielona Góra angeboten.

Im Jahre 2001 fand im Zentrum eine dreitägige deutsch-polnische Konferenz zum Thema: „Wie gehen wir mit Stereotypen und Hemmungen um“ statt. An der Konferenz nahmen etwa 30 Deutsch- und Geschichtslehrer aus Zielona Góra und aus Brandenburg teil. Die Konferenz wurde von der Bosch–Stiftung gesponsort.

Die Arbeiten des Zentrums und die aktuellen Ereignisse in der Grenzregion waren auch Thema der Sendungen im Studentenradio Index (1997-2005). An diesen Sendungen nahm die Leiterin des Zentrums einmal pro Woche teil.

Im Jahre 2000 hat die Leiterin des Zentrum im Rahmen des Symposiums „Wissenschaft – Forschung – Bildung“ eine Podiumsdiskussion über die deutsch-polnischen Gymnasien in der Grenzregion geleitet. An der Diskussion nahm Herr Hans Golombek (DAAD) teil.

Die Zusammenarbeit mit der Stiftung für politische und christliche Jugendbildung e.V machte in den Jahren 2000-2002 den Jugendlichen aus den Mittelschulen der Stadt Zielona Góra die Teilnahme an der Schulung für Liderbildung und sowohl in Polen (Zielona Góra) als auch in Deutschland (Stralsund) möglich. Dank dieser Stiftung nahmen fünf Deutschlehrer aus Zielona Góra an der Schulung Deutsch als Fremdsprache in Strausberg neben Berlin teil.

Im „Jahr der Sprachen 2001“ gab es im Zentrum eine Seminarreihe zum Thema Deutsch als Fremdsprache. Für die Studenten, die ihr Deutsch praktisch verwendeten wollten gab es einmal pro Woche im Jahre 2002/2003 ein Konversatorium.

Das Zentrum organisierte auch in Jahren 2004 und 2005 ein Besucherprogramm in Zielona Góra für die Cottbuser Stadtamtangestellten, die in ihrer Stadt Polnischkurs belegen.

Das Zentrum organisierte 2007 mit dem deutschen Künstler Eberhard Krüger und mit dem Professor Jo Acherman aus BTU Cottbus ein Kunstprojekt „Wegstrecke/Odcinek“. An dem Projekt nahmen etwa 20 Studenten aus Deutschland (BTU Cottbus) und Polen (Uniwersytet Zielonogórski) teil.

Das Zentrum sammelt Bücher, Zeitschriften, Kataloge, Plakate, Presseausschnitte, Filme, die dem deutsch–polnischen Dialog und der Zusammenarbeit dienen sollen. Die neuste Initiative, die das Zentrum 2003 ergriff sind die Deutschtage.

Sie werden jeweils im Oktober veranstaltet. In diesem Jahr zum zehnten Mal, sie finden unter der Schirmherrschaft des Rektor des Universität statt. An den Deutschtagen nehmen Kinder, Jugendliche und Studenten teil. Im Programm stehen: Konzerte, Workshops, Wettbewerbe, Autorenlesungen, Begegnungen, Ausstellungen, Seminare und Diskussionen.

Die Veranstaltungen werden in beiden Campen der Universität in den Schulen und in der WiMBP („Norwid“ Bibliothek) gezeigt.

Seit dem Jahre 2009 funktioniert in unserer Stadt ein Deutsch-Polnischer Diskussionsklub als Bürgerinitiative des Zentrums und des Präses des Euroregion Spree-Neisse-Bober, wo über die deutsch-polnische Initiativen gesprochen wird.

Das Zentrum mitinitiierte im Jahre 2010 die Zusammenarbeit des Teatr Lubuski in Zielona Góra mit dem Gerhart Hauptmann-Theater Zittau/ Görlitz und mit dem Staatstheater Cottbus.

Die 15-jährigen Aktivitäten des Zentrums für den Brückenbau zwischen den Deutschen und Polen sind wohl bemerkt worden. Mag.Barbara Krzeszewska–Zmyślony bekam 2006 für ihre Bemühungen den Kulturpreis des Stadtpräsidenten und im Jahre 2010 den Preis Lubuski Laur Oświaty vom Landesparlament der Wojewodschaft Lubuskie.
Barbara Krzeszewska–Zmyślony
 

Tysiąc lat wspólnych dziejów

Wystawa w berlińskim Muzeum Martin Gropius Bau: Obok: Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce była doniosłym wydarzeniem artystycznym, zorganizowanym z okazji pierwszej polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Współorganizatorem wystawy był Zamek Królewski w Warszawie. Eksponaty wypożyczono m.in. z Muzeum Narodowego w Warszawie, The British Museum w Londynie oraz z Biblioteki Watykańskiej.

Fundamenty wspólnoty
To pierwsza taka wystawa w dziejach stosunków polsko-niemieckich. Jej organizatorzy zmierzyli się z trudnym tematem sąsiedztwa niemiecko-polskiego, z jego powikłaną historią i z pamięcią historyczną obu narodów, niewolną od stereotypów i uprzedzeń. Zorganizowanie tego wydarzenia w Berlinie stało się wyjątkową okazją do przezwyciężenia tych negatywnych emocji i do pogłębienia rozpoczętego po 1989 roku dialogu, ukierunkowanego na budowanie zaufania i współpracę.

Oznaczało to zatem również poruszanie się w kręgu trudnych tematów niemiecko-polskiego sąsiedztwa. Zaakcentowano jednak przede wszystkim to, co przyczyniło się do zbudowania fundamentów wspólnoty kultury, nauki i innych dziedzin, wspólnoty będącej jednym z filarów dzisiejszej Europy. „Bardzo bym chciała – podkreślała Anda Rottenberg, kuratorka wystawy – abyśmy dzisiaj postrzegali naszą europejską tożsamość przynajmniej w takim zakresie, w jakim widział to Wit Stwosz i Kopernik. [...] Oni byli Europejczykami pełną gębą.1 

Do ostatniego eksponatu
Wydarzenie w Martin Gropius Bau cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Gdy zwiedzałam tę wystawę, przed Muzeum widziałam mnóstwo autokarów z Polski. Wśród zwiedzających przeważała polska młodzież w grupach zorganizowanych. Ale nie tylko, bowiem wśród gości było także sporo osób niemieckojęzycznych. Wystawę można było zwiedzać z przewodnikiem lub wypożyczyć bezpłatnie audioguide, dostępny oczywiście również w wersji polskojęzycznej. Berlińska wystawa okazała się zajmująca i ciekawa aż do ostatniego eksponatu, co jest rzadką rzeczą, jeśli chodzi o tego rodzaju wydarzenia, bo na ogół na ostatnie sale nie starcza już sił, przechodzi się je już bez głębszego zainteresowania, z poczuciem przesytu i znużeniem. Tutaj było inaczej, choć ekspozycja była przedsięwzięciem na wielką skalę: pokazano około 700 obiektów w 19 salach o łącznej powierzchni 3 200 metrów kwadratowych. Różnorodność wystawianych eksponatów z pewnością miała tu znaczenie – oprócz obrazów, rzeźb i grafik na wystawie znalazły się także fotografie i filmy (m.in. Ziemia obiecana i Królik po berlińsku).

Największe wrażenie zrobiły na mnie oryginały słynnych dokumentów, było ich na wystawie łącznie 80 rękopisów i 60 starodruków. Tak, na wystawie w Berlinie można było zobaczyć oryginały prawdziwych historycznych „hitów”, doskonale znanych nam z podręczników! Żeby wymienić tylko niektóre: Dagome Iudex – odpis o 100 lat starszego dokumentu, w którym Mieszko I poświadcza oddanie swojego państwa pod opiekę papiestwa. Bulla gnieźnieńska z 1136 roku, w której papież Innocenty II uniezależnia diecezję gnieźnieńską od arcybiskupstwa magdeburskiego. Psałterz floriański, zwany Psałterzem Jadwigi z końca XIV wieku. Akt pokoju toruńskiego z 1466 roku, kończący trzynastoletnią wojnę Polski z Krzyżakami oraz wiele innych dokumentów, będących świadectwami najbardziej doniosłych wydarzeń ze wspólnej niemiecko-polskiej historii.

Postacie z historii
Fundamentalne wydarzenia historyczne, a na ich tle – pamiątki po sławnych postaciach z historii. W jednej z pierwszych sal mszał przypisywany księżnej Rychezie Lotaryńskiej, niemieckiej żonie Mieszka II. Aż trudno uwierzyć, że ta pamiątka liczy sobie około tysiąc lat! Rękopisy Mikołaja Kopernika: listy, dotyczące codziennych spraw związanych z zarządzaniem, które pisał jako biskup warmiński. To było prawdziwe przeżycie móc pochylić się nad tym samym kawałkiem zapisanego papieru, nad którym pochylał się osobiście wielki astronom...

Jest też pierwsza edycja jego epokowego dzieła O obrotach sfer niebieskich, wydanego po raz pierwszy w 1543 roku w Norymberdze. Co ciekawe, egzemplarz pokazany na wystawie pochodził z księgozbioru Johannesa Keplera i był otwarty na stronie, gdzie ten niemiecki matematyk i astronom na marginesie własnoręcznie napisał: certum est! (to pewne!). Spróbowałam się wczytać w skomentowany przez Keplera akapit w dziele Kopernika. Choć bez łacińskiego słownika trudno mi oczywiście było odtworzyć wierne tłumaczenie, bez wątpienia chodziło o rewolucyjne stwierdzenie, iż „Ziemia jest kulą i porusza się dookoła słońca”.

W innym miejscu – świadectwo przyjaznej współpracy pomiędzy literatami niemieckimi i polskimi: rękopis listu Juliana Ursyna Niemcewicza, wysłanego w 1830 roku do Towarzystwa Przyjaciół Nauk z rekomendacją dla Johanna Wolfganga Goethego, który starał się o przyjęcie w poczet członków Towarzystwa.

Jedna z wystawowych sal rozbrzmiewała muzyką. Były to „Tańce polskie” Georga Philippa Telemanna, niemieckiego kompozytora z okresu baroku. W 1987 roku odkryto nieznane dotąd notatki kompozytora, a wśród nich znalazł się nutowy zapis 31 tańców polskich. Zostały nagrane specjalnie na tę wystawę przez zespół pod nazwą Orkiestra Czasu Zarazy.

W Martin Gropius Bau najwięcej znalazło się dzieł malarstwa – aż 250. Między innymi – sławny portret Stanisława Augusta Poniatowskiego w stroju koronacyjnym, pędzla Marcello Bacciarelliego. Świetna parodia Bitwy pod Grunwaldem Edwarda Dwurnika. Luter Wilhelma Sasnala. Najbardziej znanym eksponatem na wystawie był oczywiście Hołd pruski Jana Matejki, pięknie wyeksponowany na zadaszonym dziedzińcu Muzeum. Do obrazu można było podejść bardzo blisko, nawet na odległość około metra.

Wymowne oskarżenie
Na szczególną uwagę zasługują sale poświęcone pamięci II wojny światowej. Tu ekspozycje są oszczędne, niemal bez słów, ale ze szczegółami o wielkiej sile wyrazu. Jednoznaczne. Nie było tu miejsca na grzecznościowe tuszowanie historii. Przejmujące obrazy z cyklu „Rozstrzelanie” Andrzeja Wróblewskiego. Korespondencja więźniów obozów koncentracyjnych z rodzinami. Niemym, ale jakże wymownym oskarżeniem była urna, w której przysłano rodzinie prochy zmarłego w obozie zagłady profesora Stanisława Estreichera. Profesor Estreicher, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w swojej pracy naukowej zajmował się historią prawa niemieckiego i polskiego, interesował się wpływem prawa niemieckiego na średniowieczną Polskę. Zmarł w grudniu w 1939 roku w obozie w Sachsenhausen, aresztowany w trakcie Sonderaktion Krakau, w czasie której wywieziono do obozów koncentracyjnych prawie dwustu krakowskich wykładowców akademickich i studentów.

I czasy powojenne, podzielone na dwa rozdziały: lata przed 1989 rokiem i po tej dacie. Relacje polsko-niemieckie rozdarte pomiędzy dwa niemieckie państwa i rozdzielone żelazną kurtyną. Pamiętna wizyta kanclerza Niemiec Willy Brandta w Warszawie w 1970 roku. Wątek rodzącej się w Polsce „Solidarności” i powrót do normalności w stosunkach niemiecko-polskich po zjednoczeniu Niemiec i wyzwoleniem Polski spod komunizmu.

Zmiana myślenia
Zamierzeniem wystawy Obok: Polska – Niemcy, 1000 lat historii w sztuce było odejście daleko poza, nadal pokutujące u obu narodów, myślenie skażone nacjonalizmem. Stereotypowo, Niemcom i Polakom ciągle jeszcze zdarza się postrzegać siebie nawzajem przez pryzmat postaw etnocentrycznych. Wystawa w znacznym stopniu przyczynia się do zmiany tego myślenia, wyznaczając nowe spektrum dialogu i sąsiedzkich kontaktów. Tysiąc lat dziejów to metafora długiej, wspólnej historii naszych krajów, która ma swoje blaski i cienie. Nie chodzi o to, by usuwać i upiększać cienie, ale – pamiętając o nich – razem podkreślać jasne strony wspólnej historii. Tylko w ten sposób wzajemne zaufanie będzie stałym elementem naszych sąsiedzkich relacji.
Joanna Kapica–Curzytek

1  Sztuka jako świadectwo historii, rozmowa z Andą Rottenberg, „Dialog”, nr 96 (2011).

 

25 lat temu żegnaliśmy na cmentarzu komunalnym w Gorzowie Irenę Dowgielewicz

Powinien to być w naszym województwie lub choćby w Gorzowie rok Ireny Dowgielewicz. Przypadają bowiem w tym roku trzy ważne wydarzenia: 105 rocznica urodzin pisarki, 25 rocznica śmierci, 50-lecie debiutu pisarskiego (Lepszy obiad, Wydawnictwo Poznańskie, 1962). Była to pierwsza książka pisarza Ziemi Lubuskiej, która zwróciła powszechną uwagę krytyki i pozwoliła autorce – cytując słowa Henryka Ankiewicza – „wejść głównymi drzwiami do salonów powojennej polskiej literatury”. Potwierdzeniem tego jest umieszczenie opowiadania Komisja z tego tomu – w zbiorze Polskie opowiadania 1960–63, Czytelnik, 1965.

Jak wspomniałam wcześniej, pierwsza data to – przypadająca w grudniu – 105 rocznica urodzin pisarki (jeśli weźmiemy pod uwagę zapis w dowodzie osobistym). Rok 1917 umieszczony jest na płycie nagrobnej, ale w wielu wcześniejszych opracowaniach (m.in. Leksykon Literatury Gorzowskiej – Wyd. Arsenał; 2003, Pisarze lubuscy – LTK, Zielona Góra, 1981) spotkamy datę 31.12.1921! W pewnym dokumencie rodzinnym, podpisanym przez męża Michała, jest rok... 1918. Pasierbice Ireny Dowgielewicz, obecne na gorzowskiej sesji poświęconej jej twórczości, połączonej z odsłonięciem obelisku (styczeń 1998), skłonne były do akceptacji 1917 roku.

I niech tak zostanie. Warto jednak przypomnieć, że żadnej z tych dat nie prostowała. Dlaczego? „Podczas wojny raz musiałam być młodsza, a innym razem starsza” – wyjaśniała.

Wiązało się to z możliwością podjęcia pracy w czasie okupacji (fabryka drutu, firma budowlana) w Warszawie. W 1937 roku podjęła studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, przerwane wybuchem wojny. Doświadczenia z tych lat przydały się pisarce, kiedy po przybyciu do Gorzowa Wlkp. podjęła w 1946 roku pracę w Witnicy, w Fabryce Mebli; szybko awansując na stanowisko dyrektora. Realia tych trzech lat odnajdziemy w jedynej jej powieści Krajobraz z topolą (Topolnica to właśnie Witnica); Wyd. Poznańskie, 1966.

25 rocznicę śmierci I. Dowgielewicz uczczono w Gorzowie skromnie, ale serdecznie. 21 lutego przy grobie autorki wybitnego opowiadania Przyjadę do Ciebie na pięknym koniu spotkały się delegacje instytucji i placówek kultury, szkół i miłośników twórczości pisarki: Wydział Kultury Urzędu Miasta, Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego, Klubu Kultury „Jedynka”, Medycznego Studium Zawodowego, Zespołu Szkół Budowlanych (od kilku lat opiekuje się grobem) oraz Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa (jedno z inicjatorów i realizatorów budowy pomnika Włodzimierza Korsaka w Parku Górczyńskim odsłoniętego 23 września ub. roku). O tzw. Witnickim okresie I. Dowgielewicz mówił przy grobie Jan Majewski – prezes gorzowskiego Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, które czyni starania o to, by w Witnicy w tzw. Żółtym Pałacyku (lub na zewnątrz budynku), który był siedzibą biura Fabryki Mebli, znalazła się tablica, upamiętniająca pracę późniejszej wybitnej pisarki. Zapłonęło wiele zniczy. Niestety, podczas uroczystości nie było przedstawiciela środowiska literackiego. Zebrani wysłuchali kilku wierszy, które odczytała studentka Małgorzata Murawicka.

W najbardziej związanym z naszym miastem poemacie Rzecz o mieście Gorzowie poetka napisała: „Nie od Rzymu, od domu wszystkie drogi”, bo też dom i rodzina były dla niej priorytetem. W jednej z rozmów powiedziała, że zaskoczył ją temat Rodzina i dlatego zgłosiła swój udział w zamkniętym Konkursie Wydawnictwa Łódzkiego na powieść o tej tematyce. Napisała tylko kilka rozdziałów; ręce odmawiały posłuszeństwa. Nie chciała, bo nie lubiła, pracować z magnetofonem. To, co zostawiła w dorobku pisarskim, daje jej znaczące miejsce w polskiej literaturze współczesnej. Podkreślali to krytycy literatury tej miary, co Witold Nawrocki, Henryk Bereza czy Tomasz Burek. „Pisarstwo I. Dowgielewicz zwró- ciło na siebie uwagę w sposób literacko-autonomiczny” – to zdanie H. Berezy (1966 rok) dobitnie określa walor i miejsce jej twórczości. A słowa Zenona Łukaszewicza: „Jestem pewien, że na zawsze swoimi książkami pozostała wśród nas, w naszej życzliwej pamięci. Jak jej bohaterowie...” są kwintesencją opinii, jaką chciałby mieć niejeden lubuski literat. Może warto w tym szczególnym roku powrócić do pomysłu umieszczenia tablicy z okolicznościową inskrypcją, np. z wiersza Notatki ze szpitala, na willi przy ul. Dąbrowskiego. Może nowej Pani dyrektor Wydziału Kultury uda się zrealizować plan z końca lat 90.? Życzę z całego serca powodzenia. Najbardziej przecież zrosła się z ziemią gorzowską. Tak powiedziała w „Tygodniku Kulturalnym” (1974): „Wszak tu przeżyłam najpiękniejsze lata życia [...], tu moja najbliższa ojczyzna, tu jest mój dom”.
Anna Makowska-Cieleń
 
Więcej artykułów…