Start Varia

Varia

Głęboko w sercu/ Tief im Herzen - Eckehardt Gärtner

Wystawa zorganizowana w Filharmonii Zielonogórskiej dla uczczenia trzydziestu lat pracy charytatywnej honorowego obywatela Zielonej Góry na rzecz mieszkańców Zielonej Góry.

Rokrocznie w drugiej połowie września obchodzimy w Zielonej Górze Winobranie. W tym roku wśród licznych imprez kulturalno-sportowych przed uroczystym koncertem w dniu 13.września 2012 roku, w Filharmonii Zielonogórskiej otwarta została przez Prezydenta Zielonej Góry Krzysztofa Kaliszuka bardzo interesująca wystawa pod tytułem Głę­boko w sercuEckehardt Gärtner. Organizatorem wystawy był Urząd Miasta oraz Centrum Kultury i Języka Niemieckiego UZ.

Więcej…

 

X Dni Niemieckie na Uniwersytecie Zielonogórskim. 12-18 października 2012/Bericht über den Verlauf der X. Deutschtage an der Universität Zielona Góra 12-18. Oktober 2012

„Wspólnie w Europie  – gemeinsam in Europa”      
X Dni Niemieckie na Uniwersytecie Zielonogórskim 12-18 października 2012, jak co roku, zainicjowało Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego (CKiJN UZ) przy udziale: Urzędu Miejskiego Zielonej Góry, Wydziału Artystycznego UZ, Polsko-Niemieckiego  Centrum Promocji i Informacji Turystycznej w Zielonej Górze, Polsko-Niemieckiej Orkiestry Młodzieżowej  z Frankfurtu/O i z Zielonej Góry, Zespołu Szkół Europejskich w Zielonej Górze dr. Rahn w Zielonej Górze, Zespołu Szkół Ekologicznych, Gimnazjum nr III, oraz LO nr V w Zielonej Górze, przedszkoli zielonogórskich, a także WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze.

Więcej…

 

Tadeusz Różewicz w Górach Olbrzymich

Tadeusz Różewicz – poeta i dramaturg od wielu lat jest związany z Karkonoszami. Początki więzi poety z Karpaczem, niewielką górską altmiejscowością położoną u podnóża Śnieżki (1.602 m), najwyższego szczytu tych gór, sięgają lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Wtedy to, jako gość miasta, przyjmowany był po raz pierwszy przez ówczesne władze miejskie. A miało to miejsce w czasie odwiedzin u Henryka Tomaszewskiego, twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy, który wówczas tutaj mieszkał. Spotkania te zaowocowały powstaniem pięknego wiersza W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek.

(...) Starych artystów dwóch – aktor i poeta –
spotkali się pod koniec wieku i mówią
o zabawkach milczą o człowieku(...)

Obaj wielokrotnie się tutaj spotykali. Poeta o tym mówił:

– Znamy się mało, ale dobrze. Od wielu lat myśleliśmy o współpracy. Ale nie mogliśmy się spotkać, zbyt zajęci własnymi warsztatami.

Kiedyś, po zwiedzeniu Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu, Różewicz został poproszony o wpisanie się do pamiątkowej księgi honorowej. Wertując ją, znalazł wpis wybitnej polskiej himalaistki Wandy Rutkiewicz. W roku 1979 muzeum zorganizowało wystawę czasową „Polka na szczycie świata”, podsumowującą działalność wspinaczkową najwybitniejszej polskiej himalaistki, której ukoronowaniem działalności sportowej było wejście w dniu 16 października 1978 roku na najwyższy szczyt świata Mount Everest (8.848 m n.p.m.), jako pierwszej Europejki i trzeciej kobiety świata. Pamiątką po wystawie pozostał ten wpis:
 
Dziękuję za miłe uhonorowanie mojego wejścia na Mt. Everest wystawą, która przygotowana została tak bardzo serdecznie przez Muzeum Sportu i Turystyki                                                                                                                                                                                                                                   
Wanda Rutkiewicz

Zainspirował on poetę do napisania utworu Ga­węda o spóźnionej miłości. Mistrz pióra pisał:

(...)
na uliczce prowadzącej do
Muzeum Sportu i Turystyki
w Karpaczu
trafiłem na ślad Wandy
ślad jej stopy
ślad jej ręki
ślad uśmiechu
(...)


Sam poeta o tym poemacie w czasie spotkania autorskiego w dniu 5 września 1997 r. w amfiteatrze przy Muzeum Sportu i Turystki powiedział:

Zainteresowałem się skałami, roślinnością i historią. Natknąłem się na wpis Wandy Rutkiewicz i na jej fotografię. Na poemat składa się bardzo wiele elementów; krajobraz, elementy przyrody i oczywiście mojego stosunku do tego miejsca. Była ona tu, zdaje się tylko jeden raz. Stała się w jakiś sposób przez swoją śmierć osobą, która zaginęła i weszła do mitu. W jakiś sposób została wniebowzięta. Muszę powiedzieć, że choć Wanda Rutkiewicz mieszkała i chodziła do szkoły we Wrocławiu przez wiele lat osobiście jej nie poznałem. Byłem bardzo zafascynowany jej osobą. Była dla mnie, jako dla człowieka równiny, czymś niezwykłym. Była dla mnie zagadkową, niezwykłą istotą, choć była podobno bardzo zwyczajna. Włączyłem również wątek nieosobisty, bo jak mówię nie znałem jej i jak gdyby wprowadziłem jej postać w ten krajobraz już po jej śmierci. Zresztą to była operacja dość skomplikowana, poemat nazywa się Gawędą o spóźnio­nej miłości. Nie jest to spóźniona miłość do W. Rutkiewicz, ale do Karkonoszy, do krajobrazów, do roślin. Wanda Rutkiewicz występuje w tle, ale jest główną osobą tego poematu.

Rzeczywiście, Tadeusz Różewicz był prawdziwie zafascynowany Karkonoszami. We wstępnej części tego utworu poeta pisał:

liczę sobie
75 lat i wypisz wymaluj
zakochałem się w Karkonoszach
które mają
około 450 milionów lat
zakochałem się w Górach Olbrzymich
(...)


Tą miłością poety do Karkonoszy zaskoczony był nawet przewodniczący Krajowej Rady Bibliotecznej, który zapraszając poetę na odczyt autorski do Biblioteki Narodowej w Warszawie, musiał podziwiać wielkie uczucie wieszcza do tych gór. Był zdumiony, ponieważ wcześniej Tadeusz Różewicz górami specjalnie nie interesował się. A proszony o napisanie wstępu do antologii wierszy o polskich górach, odmówił, oznajmiając, że one go nie obchodzą. W tym też okresie powstała humoreska Dziwna i nieprawdziwa historia o spotkaniu z Ruebe­ zahlem, czyli Janem Liczyrzepą w Karpaczu.

Od 1996 roku po dzień dzisiejszy Tadeusz Różewicz przyjeżdża regularnie do Karpacza. Niechętnie udziela wywiadów, unika dziennikarzy. Bywało, że podczas kolejnych pobytów prosił o dyskrecję i o nienagłaśnianie jego obecności, by móc czuć się tutaj swobodnie. Na początku 2001 roku zrodziła się idea organizacji pierwszej wystawy w muzeum w Karpaczu, zdjęć dokumentujących górskie wizyty artysty pt. Tadeusz Różewicz – poeta i dramaturg w Karkonoszach z oka­ zji jubileuszu 80-lecia jego urodzin. Potem były kolejne wystawy, a ostania zorganizowana została w 90-rocznicę jego urodzin w 2011 roku. Z tej też okazji został wydany album fotograficzny Tadeusz Różewicz w Karkonoszach mojego autorstwa.

Dzisiaj w karkonoskim Muzeum Sportu i Turystyki urządzona jest duża witryna z najważniejszymi pamiątkami poety: trzy nobilitacje do nagrody Nike (1998, 1999, 2000) oraz sama nagroda Nike 2000 roku wraz ze „Srebrnym piórem i atramentem” w etui – nagroda czytelników w tym konkursie, cały szereg odznaczeń i wyróżnień, w tym Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”, „Berło Kultury Polskiej”, „Złoty Wawrzyn Olimpijski” przyznawany przez Polski Komitet Olimpijski i wiele innych bardzo cennych pamiątek. Warto więc, będąc w Karkonoszach, odwiedzić Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu, które zgromadziło i prezentuje pamiątki związane z tym wy- bitnym twórcą kultury polskiej.
Zbigniew Kulik
 

Przyczynek do historii Sediny na przestrzeni dziejów z punktu widzenia historii sztuki/ Beitrag zur Geschichte Sedinas aus der Sicht der Kunstgeschichte

Sedina (z łac. sedinum – godny naśladowania, wzorcowy, idealny w swojej dziedzinie) stanowiła nie tylko alegorię miasta Szczecin od X w., choć z tym faktem kojarzona jest najczęściej.

Uosabiając najwyższą cnotę – rozumianą w sensie starożytnym, jako areté, ów cel do osiągnięcia sam w sobie – inspirowała wielu mistrzów sztuk plastycznych na przestrzeni dziejów. Idea celu do osiągnięcia samego w sobie, który dopiero wieleset lat później, pod koniec XVIII w., Kant opisał jako idee rzeczy samych w sobie (das Ding an sich), jako elementów świata niemożliwych do poznania rozumem ludzkim – ów kantowski Verstand – powodowała u artystów mniej skoncentrowanych na filozofi cznej precyzji opisu procesu poznania, a bardziej oddanych estetycznej wirtuozerii operowanym przez nich medium, swoisty punkt odniesienia przy wizualizowaniu symboli i mitów ważnych dla ludzkości na przestrzeni dziejów.

Postać Sediny odnaleźć można na wielu dziełach sztuki minionych epok. Jej charakterystyczna twarz, ubiór i postura wpisały się w ikonosferę kultury Zachodu nie tylko w archetypicznej pozie na łodzi w otoczeniu symbolicznych postaci i przedmiotów – to ujęcie jest jednak najszerzej rozpowszechnionym. W tej wersji Sedina prezentowana jest jako postawna, silna kobieta, dzierżąca na swym ramieniu saling masztu owinięty żaglem, a prawą ręką opierająca się o kotwicę. Siedzący na dziobie grecki bóg kupców – Hermes – wspomagany jest przez mocarnego Herkulesa, posytuowanego na bakburcie przy rufie, kierującego sterującą łodzią syreną. Przy prawej burcie wynurza się piękna naga nimfa, wprowadzająca element napięcia seksualnego w relację zwrotną pierwiastka męskiego i żeńskiego, podkreślony tu dodatkowo poprzez zbudowaną przestrzennie na zasadzie wertykalnej piramidę naga nimfa – półnagi Hermes – odziana Sedina. Dodatkowo z wypływającej spod rzeźby wody „wyskakiwały” posągowe ryby; pierwiastek ichtiologiczny wprowadza notabene bezpośrednio w sferę symboliki chrześcijańskiej. Choć ta poza, uwieczniona w najpopularniejszej wersji w szczecińskim pomniku, znana jest najszerzej, nie jest to jedyna forma jej przedstawiania. Osoba Sediny, jej otoczenie, a tym samym wymiar metaprzekazu, poddawany był na przestrzeni dziejów niestannym modyfikacjom. Uznać należy, że wieloznaczność przekazu związanego z postacią Sediny związana jest z faktem, iż po dzień dzisiejszy sposób jej przedstawiania jest dynamiczny w czasie, i do dziś jej wizerunek nie został ostatecznie ustabilizowany.

Sfera biblijna towarzyszy kulturze Zachodu od około dwóch tysięcy lat. Włączenie Sediny w ten obszar kulturowy widoczne jest choćby w reliefie Lorenzo Ghibertiego, którego powstanie przypada na połowę XV w. Umieszcza on postać Sediny w centrum wydarzeń biblijnych z księgi Genesis. Stworzenie Adama i Ewy, popełnienie grzechu pierworodnego i wypędzenie z raju pierwszej pary ludzkich mieszkańców ziemi otacza postać Najwyższego w poważnej rozmowie z Sediną, uosabiającą w tym kontekście nie tylko płytką – z tej perspektywy – areté, ale wręcz brzemię całego świata widzialnego i dającego się ogarnąć ułomnym, ludzkim rozumem. Rozum ten, reprezentowany przez grupę czterech cherubinów otaczających Sedinę niczym apostołowie – tutaj zredukowani o symboliczne dwie trzecie – skontekstualizowany jest tutaj w wymiarze metafizycznym z elementami głębokiej duchowości, wyposażając Sedinę w przymioty o charakterze boskim.
Kontekst ten nie jest Sedinie obcy. Jego obecność w ikonografii wynika z jej roli w obszarze wierzeń europejskich w minionych wiekach od późnego średniowiecza po wczesną nowoczesność.

Sedina zajmowała poczesne miejsce w panteonie pomorskich bóstw z kręgu Trygława (Trzygłowa), którego kult sięgał w okresie apogeum od Europy Północnej aż po Bałkany. Świadczą o tym chociażby wykopane wizerunki bóstwa Trzygłowa Chorwatów w Dalmacji czy boga Trzygłowa Chorutan w Silberberg. W kulcie tym Sedina najczęściej występowała w formie Czworogłowa, połączonego ze św. Igorem. Jej postać pojawia się również w towarzystwie bóstw innych regionów i epok. W ten sposób Sedina nie tylko zazębia swoją rolę duchową z zasięgiem kultu Trygława na osi Północ–Południe, ale przecina ją na linii Wschód–Zachód, stając się postacią wielowymiarową. Trzygłowym i jednoczesnym trzyosobowym bogiem czasu był przecież choćby irański bóg Zurwan (Zerwan). Miał on dwóch synów – dobrego Ahurę i złego Arymana. Odpowiada to dotyczącym słowiańskiego Trzygłowa zapiskom kronikarzy: każda z trzech osób-głów odpowiadała kolejno za niebo (Zurwan), ziemię (Ahura) i piekło (Aryman). W ten sposób Sedina funkcjonuje w roli swoistego barometru duchowości Zachodu – a więc Europy na styku chrześcijaństwa, islamu i judaizmu. Ale sięgając w sferę duchowości Wschodu wykazuje wiele cech zbieżnych również z buddyzmem i hinduizmem. W ten sposób postać Sediny nie tyle wyraża polityczny kontekst duchowości współczesnego człowieka – sytuujący się w sferze konfl iktu chrześcijaństwa, islamu i judaizmu poprzez polityczne sfery wpływów państw, w których te religie są najpopularniejsze; ale raczej Sedina powinna być traktowana jako wyznacznik postnowoczesnego świata, którego cechami wyróżniającymi jest symbioza kultury Zachodu i duchowości Wschodu. Indywidualizm historycznej postaci Sediny współgra harmonijnie z wyrażanymi przez jej symboliczne znaczenie potrzebami wspólnotowymi, społecznymi oraz tożsamościowymi zbiorowości w większych skupiskach ludzkich dzisiejszego zglobalizowanego świata.

Z historycznego punktu widzenia obecność Sediny w środowisku boskim wykazuje wiele tropów. Już w starożytności była zrównywana z bogiem Apollem. Świadczy o tym choćby zachowana do dziś statua tego Apolla- -Sediny (tu w wersji italianistycznej Apollona- -Sedyna: Apollino-Sedin) autorstwa Rafaela. To ujęcie wykazuje kilka bardzo ciekawych rozwiązań wariantowych, przewijających się w ikonografi i sedinologicznej w charakterze fakultatywnym. Oto Sedina przybiera postać mężczyzny – jakby dla podkreślenia podstawowych przymiotów, kojarzących się z jej/jego postacią: wzoru do naśladowania, przewodnika duchowego, przywódcy wspólnoty. Z uwagi na fakt, że funkcje te w społecznościach tradycyjnych przypadały głównie mężczyznom, sam fakt powiązania postaci Sediny z takimi przymiotami zasługuje na uwagę, określając walory tej postaci jako wyjątkowe, podkreślające mianowicie pionierską rolę tej bogini w dyskursie emancypacyjnym. Prekursorskie oddziaływanie Sediny na tym polu wymaga osobnego opracowania, pozostającego obecnie w sferze niedoborów nauk sedinologicznych w ogóle, a sedinofeministycznych w szczególności.

Alegoryczność Sediny wykraczała daleko poza sferę biblijną, bardzo bliską – jak cała przestrzeń sacrum – człowiekowi zarówno w średniowieczu, jak i w okresie renesansu, wykraczając poza panteon starożytnych bogów. Również w świecie przyrody, uosabiającej „wszelkie rzeczy widzialne i niewidzialne”, by zaczerpnąć z kulturowo-filozofi cznej tradycji Erazma z Rotterdamu, Sedina wytyczała kierunki i prądy myślowe kolejnych epok, sięgając możliwości artystycznych wyobrażeń. I tak sam Sandro Botticelli przedstawił Sedinę, powstającą z piany morskiej w muszli. Obraz ten od XVII w. w wyniku błędnej oceny przedstawionej postaci, dokonanej przez Jana Heweliusza, potocznie zwany jest „narodzinami Wenus”. Sedina jest tu przedstawiona jako piękna młoda kobieta o arystokratycznych cechach. Jakkolwiek atrybuty kobiecości – piękno twarzy i powab ciała, młodość o cechach jednoznacznej przestrogi eros et vanitas – pozostaną cechami charakterystycznymi dla tej alegorycznej postaci, o tyle przedstawienie Botticellego niesie w sobie niezwykły ładunek uczuciowy. Jest on osiągnięty niezwykle prostym, ale uderzającym gestem – ruchem opuszczenia jednej ręki: tej, którą w większości przedstawień Sedina dzierży saling masztu. Renesansowy artysta tą jedną zmianą wprowadza w obraz nastrój zadumy przy jednoczesnej refleksji natury fizycznej. Oto Sedina jest nazbyt zmęczona, by dźwigać brzemię metaforycznego drzewca – kierunku, w którym poruszać ma się tzw. grupa Sediny. Opuszczając ramię bogini, Botticelli dokonuje aktu liberalizacji alegorii – być może pierwszego w dziejach malarstwa białego człowieka w ogóle. Sedina Botticellego uwalnia się w ten sposób od swego mitu, stając się człowiekiem: ze swymi słabościami, uczuciami, nastrojem chwili. W ten sposób historia Sediny zatacza koło: od postaci historycznej, poprzez wyniesienie w sferę boską, aż po umowne „uczłowieczenie” postaci w sferze ikonicznej.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, obecnemu w codzienności Szczecina na przestrzeni dziejów, że Sedina towarzyszy długofalowo historii miasta w sposób fizyczny i alegoryczny zarazem. Na przestrzeni tysiąca lat jej postać w pewnych okresach pojawia się – czy to w miejscach kultu, na obrazach, w formie świeckiego pomnika w przestrzeni publicznej czy w debacie kulturotwórczej – w innych zaś wydaje się znikać. Jej „uczłowieczenie” – czy też „unaocznienie” – w kulturowym dyskursie tego ośrodka miejskiego wskazuje na etapy, w których Szczecin w akurat mniejszym lub też większym stopniu postrzegał i dyskutował swoją tożsamość. W obecnej chwili następuje kolejny wzrost tej tendencji. Abstrahując od faktu, iż zwrot „uczłowieczenie” w odniesieniu do tej postaci brzmi szczególnie przewrotnie, zważywszy, iż Sedina – żona słynnego pomorskiego rozbójnika morskiego Wyszaka – żyła przecież naprawdę.
Bartosz Wójcik


Sedina (lat. sedinum – das Nachahmenswerte, Musterhafte, auf seinem Gebiet Ideale) war nicht nur eine Allegorie der Stadt Szczecin seit dem 10. Jahrhundert, obwohl sie damit am häufigsten assoziiert wird.

Als Personifizierung der höchsten Tugend – im antiken Sinne, als areté, jenem Selbstzweck – inspirierte sie viele Meister der bildenden Künste im Verlaufe der Geschichte. Die Idee eines Selbstzweckes, die erst viele Jahrhunderte später, gegen Ende des 18. Jahrhunderts, von Kant als Idee vom Ding an sich beschrieben wurde, als für den menschlichen Verstand nichterkennbarer Teil der Welt, führte bei Künstlern, die weniger Wert auf die philosophische Präzision bei der Beschreibung des Erkenntnisprozesses legten, als auf ästhetische Virtuosität an dem von ihnen verwendeten Medium, zu einem eigenartigen Bezugspunkt bei der Visualisierung der für die Menschheit wichtigen Symbole und Mythen im Laufe der Geschichte.

Die Gestalt der Sedina kann man in vielen Kunstwerken vergangener Epochen wiederfinden. Ihr charakteristisches Gesicht, Kleidung und Statur haben sich in die Bilderwelt der Kultur des Westens eingeschrieben, und das nicht nur in ihrer archetypischen Pose auf einem Boot umgeben von Symbolfiguren und –gegenständen, wenngleich diese Darstellung die meistverbreitete ist. In dieser Ausführung wird Sedina als stattliches, kräftiges Weib dargestellt, das eine in ein Segel gewickelte Saling auf der Schulter trägt, während sich die rechte Hand auf einen Anker stützt. Auf dem Bug sitzt Hermes, der griechische Gott der Kaufleute, unterstützt vom mächtigen Herkules, der backbord am Heck sitzend, die Sirene führt, die das Boot lenkt. Steuerbord taucht eine schöne nackte Nymphe empor, die ein Element sexueller Spannung in die Mann–Frau–Wechselbeziehung einführt, das hier zusätzlich durch die räumlich konstruierte, vertikale Pyramide aus nackter Nymphe, Hermes, und bekleideter Sedina verstärkt wird. Zusätzlich „sprangen” aus dem unter der Figur herausfließenden Wasser majestätische Fische heraus; dieses ichthyologische Moment leitet übrigens unmittelbar zur christlichen Symbolik über. Obwohl diese Pose, die in ihrer berühmtesten Ausprägung im Stettiner Denkmal verewigt wurde, die bekannteste, ist sie nicht die einzige Form der Darstellung.

Die Person der Sedina, ihre Umgebung und damit zugleich die Dimension der Metaüberlieferung waren im Verlauf der Geschichte ständigen Modifikationen unterworfen. Man muss annehmen, dass die Vieldeutigkeit der mit der Gestalt der Sedina verbundenen Überlieferungen daher rührt, dass die Art und Weise ihrer Darstellung bis zum heutigen Tag dem Wandel der Zeit unterlag und ihr Bild bis heute nicht endgültig festgeschrieben ist.

Die biblische Welt begleitet die westliche Kultur seit zirka zweitausend Jahren. Die Einbettung Sedinas in diesen kulturellen Kontext wird beispielsweise im Relief von Lorenzo Ghiberti sichtbar, dessen Entstehung in die Mitte des 15. Jahrhunderts fällt. Es positioniert die Sedina–Gestalt im Zentrum der biblischen Ereignisse des Buches Genesis. Die Schöpfung Adams und Evas, der Sündenfall und die Vertreibung aus dem Paradies des ersten Menschenpaares auf Erden umhüllt die Gestalt des Allermächtigen in ernster Unterredung mit Sedina, die in diesem Kontext nicht eine – aus dieser Perspektive – flachen areté, sondern geradezu die Last der ganzen sichtbaren Welt personifi ziert, die sich vom unvollkommenen, menschlichen Verstand einhüllen lässt. Dieser Verstand, repräsentiert durch die Gruppe der vier Cherubim, die Sedina wie Apostel umgeben – hier um symbolische zwei Drittel reduziert –, ist hier in eine metaphysische Dimension mit Elementen tiefer Geistlichkeit eingebettet, die Sedina mit göttlichen Tugenden ausstatten.

Dieser Kontext ist Sedina nicht fremd. Seine Präsenz in der Ikonographie entspringt ihrer Rolle in verschiedenen europäischer Glaubensrichtungen in vergangenen Jahrhunderten vom späten Mittelalter bis hin zur frühen Moderne.

Sedina nahm einen wichtigen Platz im Pantheon pommeranischer Gottheiten aus dem Kreise des Triglaw (der Dreiköpfige) ein, dessen Kult während zu seiner Blütezeit von Nordeuropa bis zum Balkan reichte. Davon zeugen zum Beispiel die Ausgrabungen von Abbildungen der Gottheit des Dreiköpfigen in Kroation (Dalmatien) oder des Gottes Triglaw der Karantanen in Silberberg. In diesem Kult zeigte sich Sedina meist in Form einer Vierköpfigen, verbunden mit dem Heiligen Igor. Ihre Gestalt taucht auch in Gesellschaft von Gottheiten anderer Regionen und Epochen auf. Auf diese Weise verknüpft Sedina nicht nur ihre geistliche Rolle mit dem Bereich des Triglaw–Kultes auf der Nord–Süd– Achse, sondern wird, indem sie diese auf einer Ost–West–Linie kreuzt, zu einer vieldimensionalen Gestalt. Ein dreiköpfiger und zugleich Dreipersonengott dieser Zeit war nämlich z.B. der iranische Gott Zurvan. Dieser hatte zwei Söhne – den guten Ahura und den bösen Ahriman. Das entspricht den Aufzeichnungen von Chronisten über den slawischen Triglaw: Jede der drei Personen–Köpfe war der Reihe nach für Himmel (Zurvan), Erde (Ahura) und Hölle (Ahriman) zuständig. Auf diese Weise fungiert Sedina als eigentümliches Barometer einer westlichen Geistigkeit – und also eines Europas am Schnittpunkt mit dem Christentum, dem Islam und dem Judentum. Indem sie aber in die geistige Sphäre des Ostens hineinreicht, weist sie auch viele mit dem Buddhismus und Hinduismus übereinstimmende Eigenschaften auf. So ist die Gestalt der Sendina nicht so sehr Ausdruck politischer Zusammenhänge gegenwärtiger Geistigkeit des Menschen, die in der Konfliktwelt von Christentum, Islam und Judentum durch den politischen Einfluss von Staaten relevant sind, in denen diese Religionen am stärksten sind; vielmehr sollten wir Sedina zum Maßstab für eine postmoderne Welt nehmen, deren besonderes Merkmal die Symbiose von westlicher Kultur und östlicher Geistigkeit sind. Der historische Individualismus der Sedina– Gestalt harmonisiert durch ihre symbolische Bedeutung mit den Ausdrücken gemeinschaftlicher, gesellschaftlicher sowie identifi katorischer Bedürfnisse von Populationen in Zentren der heutigen globalisierten Welt.

Aus historischer Sicht weist die Anwesenheit Sedinas im Umfeld der Götter viele Spuren auf. Bereits in der Antike wurde sie mit dem Gott Apollo gleichgesetzt. Davon zeugt z.B. die bis heute erhaltene Statue der Apollo-Sedina (hier in der Version der italianistischen Apollona-Sedyna: Apollino-Sedin) von Raphael. Diese Auffassung weist einige sehr interessante Lösungsvarianten auf, die sich fakultativ durch die sedinologische Ikonographie ziehen. Hier nimmt Sedina männliche Gestalt an – als sollten die mit ihrer/seiner Gestalt assoziierten Grundmerkmale hervorgehoben werden: Vorbild zur Nachahmung, geistlicher Führer, Anführer der Gemeinschaft. Da diese Funktionen in traditionellen Gesellschaften überwiegend Männern zufielen, verdient allein die Tatsache der Verknüpfung der Sedina-Gestalt mit solchen Eigenschaften Aufmerksamkeit, wobei die Vorzüge dieser Gestalt als außergewöhnliche beschrieben werden und ihre Vorreiterrolle im emanzipatorischen Diskurs unterstreichen. Der wegbereitende Einfluss Sedinas auf diesem Gebiet bedarf einer gesonderten Behandlung dort, wo bislang eine Lücke auf dem Feld der Sedina-Forschung im Allgemeinen und des Sedina-Feminismus im Besonderen beseht.

Die allegorische Bedeutung Sedinas reichte weit über den biblischen Kontext hinaus, der – wie der gesamte Raum des Heiligen – dem Menschen sowohl im Mittelalter, als auch in der Renaissance sehr gegenwärtig war, indem sie über den Pantheon antiker Götter hinausreicht. Auch in der Welt der Natur, die – um mit der kulturphilosophischen Tradition des Erasmus von Rotterdam zu sprechen – „jegliches sichtbare und unsichtbare Ding” repräsentiert, markiert Sedina Richtungen und Gedankenströmungen kommender Epochen, indem sie nach Möglichkeiten künstlerischer Vorstellungskraft greift. Und so stellte Sandro Botticelli perönlich Sedina dar, wie sie aus dem Meerschaum in einer Muschel aufersteht. Dieses Gemälde wurde ab dem 17. Jahrhundert wegen einer fälschlichen Bewertung der dargestellten Figur durch Johannes Hevelius gemeinhin als „Geburt der Venus” bezeichnet. Sedina ist hier als schöne, junge Frau mit aristokratischen Zügen dargestellt. Obgleich die weiblichen Attribute – Schönheit des Gesichts, Anmut des Körpers, Jugend als die mahnenden Eigenschaften Eros et Vanitas – als typische Eigenschaften dieser allegorischen Figur bestehen bleiben, so trägt doch Botticellis Darstellung eine ungewöhnlich emotionale Fülle in sich. Diese wird durch eine sehr einfache, gleichwohl verblüffende Geste erreicht – durch die sinkende Bewegung einer Hand: derjenigen, die in den meisten Darstellungen Sedinas die Saling trägt. Mit dieser einen Veränderung bringt der Renaissancekünstler eine nachdenkliche Stimmung bei gleichzeitiger Reflexion der physischen Natur in das Bild. Hier ist Sedina viel zu müde, um die Last des metaphorischen Schaftes zu hieven - eine Richtung, in die sich die so genannte Sedina–Gruppe bewegen soll. Indem Botticelli den Arm der Göttin senkt, vollführt er einen Akt der Liberalisierung der Allegorie – vielleicht der erste überhaupt in der Geschichte der Malerei weißhäutiger Menschen. Auf diese Weise befreit sich Botticellis Sedina von ihrem Mythos, indem sie zum Menschen wird: mit seinen Schwächen, Gefühlen und launischen Momenten. Hier beschreibt die Geschichte Sedinas einen Kreis: von der historischen Gestalt, über die Erhebung in die göttliche Sphäre, bis hin zu einer herkömmlichen „Vermenschlichung” der Figur im Bereich der Ikone.

Man kann sich des Eindrucks, der im historischen Alltag Stettins allgegenwärtig ist, nicht erwehren, dass nämlich Sedina langfristig die Geschichte der Stadt gleichermaßen physisch und allegorisch begleitet. In einem Zeitraum von 1000 Jahren taucht ihre Gestalt in bestimmten Epochen auf – sei es an Kultstätten, auf Bildern, in Gestalt weltlicher Denkmäler im öffentlichen Raum oder in kulturbildenden Debatten – in anderen hingegen scheint sie zu verschwinden. Ihre „Vermenschlichung” – oder auch „Veranschau- lichung” – im kulturellen Diskurs dieses städtischen Zentrums deutet auf Phasen hin, in denen Stettin seiner Identität in eben geringerem oder auch stärkerem Maße bewusst war und sie diskutiert hat. Zurzeit haben wir mit einer erneuten Zunahme dieser Tendenz zu tun. Davon abgesehen klingt der Begriff „Vermenschlichung” in Bezug auf diese Figur besonders falsch, wenn man bedenkt, dass Sedina – die Frau des berühmten pommerschen Seeräubers Wyszak – schließlich tatsächlich gelebt hat.
Bartosz Wójcik
 

Kraina cieni, czyli moje pogranicze/ Reich der Schatten, oder mein Grenzland

Groby w lesie
Od spacerów po mieście wolę wędrówki po lesie. Wolę dźwięk skrzypiących sosen na wietrze niż gwar rozmów w pubie. Bywa, że nad towarzystwo ludzi przedkładam chrząkające sąsiedztwo dzików. Czasem zamieniam solidny beton kawalerki na kruchy szkielet leśnego szałasu.

Było to już kilka lat temu, ale pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj. Penetrowałem jedną z bocznych ścieżek, która odchodzi od głównej drogi łączącej Tanowo z Węgornikiem w Puszczy Wkrzańskiej. Po lewej, chłodnym cieniem kładł się iglasty bór. Po prawej, ostrym światłem biła łąka. Po kilku minutach marszu, moim oczom ukazał się widok rodem z obrazów Caspara Davida Friedricha.

Z głębokiego półmroku sosnowej gęstwiny wyłonił się krzyż. Wysoki, prosty, z ciemnego drewna. Przystanąłem zaskoczony. Po obydwu stronach dostrzegłem kamienne formy. Podszedłem bliżej. To były nagrobki. Najstarszy z nich, pokryty stalowoszarymi porostami, pochodził jeszcze z XIX stulecia. Na każdym z nich powtarzało się jedno nazwisko: von Ramin. Na dnie pamięci zaświtało, że ta rodzina przez kilka stuleci gospodarzyła okolicznymi ziemiami.

Wtedy na otaczające mnie łąki i las spojrzałem odmienionym wzrokiem. Okiem wyobraźni dostrzegłem drwali wracających z wyrębu pańskich borów. Gdzieś tam, na skraju łąki, młody panicz – na swym pierwszym samotnym polowaniu – nerwowo napinał łuk, mierząc do spokojnie się pasącego rogacza. Za zakrętem ścieżki usłyszałem chichot młodych szlachcianek przechadzających się w ciepłe letnie popołudnie. Historia i teraźniejszość wymieszały się, nasycając krajobraz nowymi znaczeniami.

Nie wiem, czemu ta scena zrobiła wtedy na mnie tak ogromne wrażenie. Być może tak zadziałała aura miejsca, bliska nastrojem płótnom pejzażysty z Greifswaldu. Tak czy inaczej, zrozumiałem, że otaczający mnie krajobraz ma nie tylko naturalną historię. Zobaczyłem Puszczę Wkrzańską w innym świetle. Nie tylko jako przestrzeń życia i śmierci zwierząt oraz roślin, ale jako niemego świadka – a jednocześnie przedmiot – ludzkiej historii.

Zagubione artefakty
To, że krajobraz ma swoją kulturową historię, było dla mnie – i jest nadal – wielkim odkryciem. Od chwili tego „małego olśnienia” w Puszczy Wkrzańskiej zacząłem więcej uwagi poświęcać zagubionym wśród przyrody artefaktom przeszłości. Tak trafi łem na pozostałości wczesnośredniowiecznych grodzisk rozsiane po całej Puszczy Bukowej. Tak też – w tej samej kniei – „odkryłem” cmentarzysko kurhanowe z epoki brązu, kiedy – ponaglany przez szybko zapadający zmrok – szukałem miejsca na nocleg.

Te z pasją tropione przeze mnie pozostałości przeszłych czasów w większości pochodzą od ludzi nieprzynależących do mojego narodu. A mówiąc prościej – są znakami bytności, nieraz mocno zatartej, mieszkających tutaj do pierwszych lat po II wojnie światowej Niemcach. Dlatego zawsze, gdy stoję nad ledwo wystającymi ponad leśną ściółkę i rozsadzanymi przez korzenie starymi schodami, czuję, że gdzieś na ich końcu jest brama do jakiegoś odmiennego świata. Do rzeczywistości, której już nie ma, a która jeszcze kilkadziesiąt lat temu tętniła życiem, a dziś uobecnia się tylko przez te przedmioty. Czuję to samo, spoglądając na zapadłe już linie transzei, w których – wraz z coraz młodszymi żołnierzami – dogorywało urojenie o „Tysiącletniej Rzeszy”.

Kraina cieni
Moje pogranicze jest więc krainą cieni. Nie ma w niej ludzi. A przynajmniej nie są oni tu obecni fizycznie. Przypominają o nich okruchy ich przeszłej codzienności: skorodowane wiadra, łuski po nabojach, popękane kafelki, nagie fundamenty. Wśród zmurszałych cegieł wiją się skolopendry, a zapadłe dachy drążą wiecznie nienażarte korniki. Porosty wgryzają się w zapadające się ściany. Wszystkie te artefakty w ciszy pochłania przyroda, czyniąc wszystko tak samo ważnym lub tak samo nieważnym. Przedmioty rozpadają się, wracają do ziemi, a tam włączają się na powrót w wieczny kołowrót metamorfoz życia. Natura daje lekcję przemijania, która budzi lęk, ale i fascynuje.

Te obserwacje, te doświadczenia, prowokują do refleksji o trwałości tego, co tak dla nas cenne i swoiste – kultury. Lubimy przecież myśleć, że nasze najwspanialsze wytwory – strzeliste katedry, masywne piramidy, zaklęte w papier dzieła literatury – są niezniszczalne. Pozostałości naszych niemieckich poprzed- ników podważają ten historyczny optymizm. Sugerują irytującą myśl, że nieuniknionym losem każdej kultury jest rozpad. Przypominają nam o tym, o czym na ogół nie chcemy pamiętać – że jesteśmy zwierzętami. I – w związku z tym – nasze katedry rozsypią się kiedyś tak, jak dzieje się to z opuszczonymi żeremiami bobrów czy kopcami termitów. Wszystko to wróci z powrotem do stanu prostej materii, z której – w niekończącym się korowodzie przemian – wyłonią się nowe formy. Jak powiedział kiedyś niemiecki romantyk Johann Christoph Schiller – słowa te są wyryte na głazie w jednej z peryferyjnych dzielnic Szczecina – „Natura jest nieskończenie zróżnicowanym Bogiem”. Jeśli więc istnieje jakakolwiek nieśmiertelność, to chyba tylko taka.
Robert Jurszo

Gräber im Wald
Statt durch die Stadt zu spazieren, mache ich lieber Waldwanderungen. Ich höre lieber das Knarren der Kiefern im Wind als das Stimmengewirr in einer Kneipe. Es kommt vor, dass ich die Nähe grunzender Schweine der Gesellschaft von Menschen vorziehe. Manchmal tausche ich meine solide Betoneinraumwohnung gegen das wackelige Skelett einer Waldhütte ein.

Es ist schon einige Jahre her, aber ich erinnere mich, als wäre es gestern passiert. Ich erforschte einen der Seitenpfade, die vom Hauptweg zwischen Tanowo und Węgornik in der Puszcza Wkrzańska, der Ückermünder Heide, abgehen. Auf der linken Seite erstreckte sich mit kühlem Schatten ein Nadelwald. Rechts sprießte eine Wiese im gleißend hel- len Licht. Nach einigen Minuten Fußmarsch tauchte vor meinen Augen ein Anblick wie aus einem Bild von Caspar David Friedrich auf.

Aus dem tiefen Halbdunkel des Kieferndickichts erschien ein Kreuz. Hoch, aufrecht und aus dunklem Holz. Ich blieb überrascht stehen. Auf beiden Seiten bemerkte ich Formen aus Stein. Ich ging näher heran. Es waren Gräber. Das älteste von ihnen, von stahlgrauen Flechten bedeckt, stammte noch aus dem 19. Jahrhundert. Auf jedem Grab tauchte immer wieder ein Name auf: von Ramin. Tief in meiner Erinnerung dämmerte mir, dass diese Familie einige Jahrhunderte lang umliegende Ländereien bewirtschaftet hatte.

Danach sah ich Wald und Wiesen, die mich umgaben, mit anderen Augen. Vor meinem inneren Auge sah ich die Holzfäller von der Rodung staatlicher Wälder zurückkehren. Irgendwo dort am Rande der Wiese spannte ein vornehmer junger Herr, der zum ersten Mal allein auf die Jagd ging, nervös seinen Bogen und zielte auf einen friedlich weidenden Rehbock. Hinter der Biegung des Pfades hörte ich das Kichern vorbeigehender junger Edelfrauen an einem warmen Sommernachmittag. Geschichte und Gegenwart vermischten sich und erfüllten die Landschaft mit neuer Bedeutung.

Ich weiß nicht, warum diese Szene damals auf mich einen so gewaltigen Eindruck machte. Vielleicht war es die Aura des Ortes, die der Stimmung auf den Gemälden des Greifswalder Landschaftsmalers ähnelte. So oder so wurde mir klar, dass die Landschaft, die mich umgab, nicht nur eine natürliche Geschichte hat. Ich sah die Puszcza Wkrzańska in einem anderen Licht, nicht nur als Lebensraum für Tiere und Pflanzen, sondern als stummen Zeugen und zugleich Gegenstand menschlicher Geschichte.

Verlorene Artefakte
Dass eine Landschaft ihre Kulturgeschichte hat, war und ist für mich weiterhin eine große Entdeckung. Vom Moment meiner „kleinen Er- leuchtung” in der Puszcza Wkrzańska an begann ich, den in der Natur verirrten Artefakten der Ver- gangenheit mehr Aufmerksamkeit zu schenken. So traf ich auf die Überreste einer frühmittelalterlichen Burganlage, die sich über die gesamte Puszcza Bukowa ausbreitet. Genauso „entdeckte” ich, im selben Dickicht, ein Hügelgräberfeld aus der Bronzezeit, als ich, von der einbrechenden Dunkelheit überrascht, eilig nach einer Gelegenheit zur Übernachtung suchte.

Diese Überreste vergangener Zeiten, nach denen ich mit Leidenschaft fahnde, stammen überwiegend von Menschen, die nicht meinem Volk angehörten. Oder einfacher gesagt: Sie sind, oft stark verblasst, Zeichen des Aufenthaltes der Deutschen, die hier bis in die ersten Jahre des 2. Weltkrieges wohnten. Deshalb fühle ich oft, wenn ich auf den kaum aus der Waldstreu hervortretenden, von Wurzeln zersprengten alten Stufen stehe, dass sich irgendwo an ihrem Ende das Tor zu einer anderen Welt befindet, zu einer Wirklichkeit, die es nicht mehr gibt, die aber noch vor einigen zig Jahren höchst lebendig war, sich heute jedoch nur noch durch diese Objekte offenbart. Das gleiche fühle ich beim Anblick der eingefallenen Schützengrabenlinie, in der, samt immer jüngeren Soldaten, die Wahnidee von einem „Tausendjährigen Reich” dahinstarb.

Reich der Schatten
Mein Grenzland ist also ein Reich der Schat- ten. Es gibt in ihm keine Menschen mehr. Oder zumindest sind sie nicht mehr physisch anwesend. Bruchstücke ihres früheren Alltags erinnern an sie: verrostete Eimer, Patronenhülsen, zersprungene Kacheln, nackte Fundamente. Inmitten verrotteter Ziegel winden sich Tausendfüßer, nimmersatte Borkenkäfer graben sich in eingefallene Dächer. Flechten beißen sich in die einfallenden Wände. All diese Artefakte werden in aller Stille von der Natur einverleibt, die alles gleich wichtig oder unwichtig macht. Objekte zerfallen, werden wieder zu Erde und schließen sich so wieder dem ewigen Lebensrad an. Die Natur erteilt ein Lehrstück der Vergänglichkeit, das Angst macht, zugleich aber fasziniert.

Diese Beobachtungen und Erfahrungen provozieren eine Refl exion über die Beständigkeit dessen, was uns so kostbar und eigen scheint: der Kultur. Zu gern glauben wir, dass unsere großartigsten Werke, die hochaufragenden Kathedralen, die wuchtigen Pyramiden oder auf Papier gebannte literarische Werke, unzerstörbar sind. Die Überreste unserer deutschen Vorgänger jedoch lassen an diesem historischen Optimismus zweifeln. Sie legen den irritierenden Gedanken nahe, dass das unvermeidliche Schicksal einer jeden Kultur der Zerfall ist. Sie erinnern uns an dass, woran wir uns allgemein nur ungern erinnern: Das wir Tiere sind. So gesehen werden unsere Kathedralen einst genauso zerfallen wie verlassene Biberburgen oder Termitenhügel. Alles kehrt wieder zum Zu- stand einfacher Materie zurück, aus der sich, im endlosen Wandel der Zeit, neue Formen entwickeln. Wie einst der Friedrich Schiller sagte – und diese Worte sind in einem Stadtteil am Stadtrand Stettins in Stein gemeißelt – „Die Natur ist ein unendlich geteilter Gott”. Falls also irgendeine Unsterblichkeit existiert, dann wohl nur eine solche.
Robert Jurszo
 
Więcej artykułów…